Namiot – wyzwanie księżniczki

Blisko po dwóch miesiącach czajenia się “jak pies do jeża”, udało nam się wyjechać pod namiot. Wreszcie! Przekładaliśmy to z powodu chorób moich i Omena, później pogoda nie dopisała, w międzyczasie też się wybieraliśmy, ale jednak wybraliśmy rodzinnego grilla w ogródku i tak ten czas zleciał. Ale w końcu udało się wyrwać. Uff, myślałam już, że to nigdy nie nastąpi.

Gdzie pod namiot?

Nie zajechaliśmy daleko, bo po co jechać na drugi koniec województwa, lub wynajmować kwaterę bóg wie gdzie, a jeszcze pożyczać na ten cel kasę od rodziców (trochę obciach w tym wieku), jak można zaoszczędzić pieniążki na budowę kilku rzeczy w ogrodzie i wylądować na zupełnie darmowej dziczy “tuż za płotem”. Mieszkamy na peryferiach, stąd ludzie migrują tylko do centrum, ewentualnie za granicę. Jeszcze większą wiochę wybierają totalni szaleńcy 🙂 Zaledwie dwa kilometry od naszego domu, nad Odrą, jest piękne odludzie, którym włada natura. Do najbliższych domów – daleko. Do najbliższej drogi – jeszcze dalej. Idealnie! Cisza, spokój, słychać tylko śpiew ptaków i szum leniwie płynącej rzeki. Czego chcieć więcej?

strzałki namiot

Wygodnej miejscówki! To zapewnili dla nas anonimowi wędkarze, którzy perfekcyjnie przygotowali miejsce gdzie wylądowaliśmy. Żeby było śmieszniej z początku planowaliśmy zupełnie inne miejsce, ale było zajęte. Dosłownie parę metrów dalej znaleźliśmy mini-raj na ziemi dla biwakowiczów! Specjalnie podkopany teren, wszystko wyrównane, wykarczowany placyk, podmurowane palenisko
ognisko namiot, płotek z poręczami, żeby nie wtarabanić się przypadkiem do wody, solidne zejście na brzeg,schodya nawet miejsce do podwieszenia worka na śmieci. Full serwis! Schludnie, czysto, a jednocześnie wciąż na tyle dziko, żeby człowiek czuł, że jest na biwaku. Super!

Z kim pod namiot?

Jak to z kim? Z kimkolwiek zechcesz! My pojechaliśmy rodzinnie i z wyżłopsem, Arya o dziwo się wymigała. Omen się nie załapał, bo wyjechał hodować brud u Ojca Dekady. Ale dzięki temu mogłam trochę odsapnąć i sami wiecie, co robią matki bez dzieci pod opieką 😉 intensywnie się relaksują! Jak nie trzeba pilnować dziecka, to nawet w takich warunkach da radę porządnie wypocząć. Jedyne co Cię interesuje, to żeby komary nie gryzły, pies nie podbiegał do ludzi i zwierząt, piwo było schłodzone, a ryby brały jak szalone!

Kogo nie warto brać na ryby/pod namiot? Ludzi mdlejących na widok brudu, ziemi i robaków 😉 Reszta powinna dać sobie radę. Gajowy tylko dwa razy musiał mnie reanimować, ale po podłączeniu kroplówki z piwa znów wróciłam do świata żywych i szczęśliwych.miniaturowa namiot

Pod namiot, tylko jak?

Grunt to dobra organizacja i planowanie. Bo liczą się konkrety!

– Elo ziom, jedziemy?

– Nie wiem. A jedziemy?

– To jedziemy ,czy nie?

– Nie wiem. A co, chcesz?

– Jedziemy?

– Nie wiem, chyba. Możemy jechać.

– No to jedziemy! Czy Ty nie chcesz? Jedziemy?

– No. Chyba.

– No!

 

– Dobra, to co bierzemy?

– No rzeczy.

– …ok. “rze-czy” – zanotowane.

Sprawnie poszło…i bardzo konkretnie. Obszerniejsza wersja dla posiadaczy dzieci znajduje się tutaj – klik – niezbędnik dziecka.

Zestaw przetrwania prawdziwej księżniczki

Przyroda lubi płatać figle, dlatego pod namiot weź jeden cieplejszy zestaw ciuchów, nawet jeśli jedziesz tylko na jedną noc. Odważnie nie wzięłam dwóch par butów i miałam więcej szczęścia niż rozumu, bo choć nad ranem rosa była wszędzie, papućki mi nie przemokły, bo nasza miejscówka miała wykoszone haszcze. Jednakże chwile grozy też przeżyłam. Gdy wygrzebujesz się z kokonu termicznego, w którym uhodowałaś sobie 40 st C., strach wyjść na szybkie siku, gdzie panuje mordercze dla zmarzlucha 15 st. C. To się nazywa życie na krawędzi!

wedkarz namiot

Kolejne chwile grozy przeżyłam zaledwie pięć minut później, gdy Gajowy po raz pierwszy od roku zawołał mnie po imieniu. Po moim własnym, prywatnym, osobistym imieniu! Jego ton wyraźnie wskazywał na to, że jak nie opuszczę bezpiecznego schronu pod postacią naszego najlepszego na świecie namiotu, to świat pogrąży się w chaosie, a całe życie na ziemi legnie w gruzach. Dlatego kobieto, choćbyś nie wiem jak rozkapryszoną księżniczką była, gdy Twój mężczyzna woła Cię o trzeciej w nocy, a jesteście pod namiotami, łap topór w rękę, maczetę w zęby, ewentualnie latarkę i z kapciami w ręce leć na złamanie karku do Samca. Koniecznie wrzeszcząc po drodze “na pohybel s…om”, ups, to nie ta bajka, nie ta gra. Ale i tak było fajnie. Gajowy niczym Wiedźmin złapał wielkiego zębatego potwora, który lampił się na mnie w świetle latarki wyłupiastymi różowymi ślepiami. Dobrze, że nie kazał mi stwora całować, bo jeszcze zmieniłby się w przyjemniejszą w obyciu księżniczkę, niż ja i co bym zrobiła, jakby mnie moja forma-przedmężowska wygoniła z namiociku na rzecz zimnej ryby?

Namiot – słów kilka o naszym

Tfu, namiociku, naszej willi (!), w której brakowało jedynie jacuzzi, bo “kuchenkę”, meble i całą resztę też ogarnęliśmy. Nie jestem z tych co to się lubią chwalić przedmiotami (jestem próżna, wolę się chwalić sobą), ale chcę Wam coś polecić!

Jeżeli szukacie wygodnego i przestronnego namiotu dla rodziców z dziećmi lub dwóch par znajomych, gorąco polecam namiot (klik) Bojan 6 Peme. Jak na namiot w tej cenie jest bardziej niż przyzwoity. Jeszcze się na nim nie zawiedliśmy. Rozłożenie go, dla kogoś bez wprawy (czyli nas), zajęło około dwudziestu minut. 

Jak widzicie (albo i nie, bo fujara ze mnie,a nie fotograf), namiot posiada dwie sypialnie. Według mnie w każdej sypialni da radę spać w trzy osoby, na upartego zmieszczą się cztery chudzinki, ale oczywiście my z Gajowym spaliśmy sami. Wyżłopies ofiarnie pilnował jedzenia w przedsionku. Szlachetna, nie? Zapowiadała się sucha noc, dlatego nie montowaliśmy podłogi w “sypialni” Wyżłopsa. Mięso, które nam zostało z grilla, dla pewności schowaliśmy do (klik) lodówki turystycznej, żeby przypadkiem…nie zniknęło. Oczywiście zniknęłoby w niewyjaśnionych okolicznościach i pies nie miałby z tym absolutnie nic wspólnego!

bojan6 b namiot

Co jeszcze chcielibyście wiedzieć o namiocie? Ma fajny system wentylacji. Nawet w ściance przedsionka jest okienko, żebym mogła sprawdzać, czy pokrzywy za namiotem równo rosną. Dzięki temu nie narzekaliśmy na zaduch. Dodatkową ochroną przed słońcem może być ścianka przedsionka, którą przy pomocy podpórek dołączonych do zestawu, można podnieść, niczym markizę, czy też daszek.

Uff, nie umiem chwalić rzeczy, ale potrafię ich używać, a później opowiadać ludziom, jaka jestem zadowolona! 🙂

Co jeszcze?

Nie chcę Wam pociskać farmazonów, co należy spakować pod namiot, bo chyba każda porządna księżniczka wie, że schładzany depilator, suszarka i lokówka to absolutne minimum! Weź też ulubione szpilki. Nic tak nie zadaje szyku na biwaku, jak chodzenie na siku w krzaczki w najnowszych louboutinach. Dodatkowo nie zapomnij spakować kuferka z kosmetykami, bo jak to tak, być gryzioną przez komary i kleszcze bez podkładu na twarzy? Bez sensu! A tak poważnie to weźcie dużo wody i nieco większą miskę, którą później może służyć do wszystkiego, a szczególnie do mycia się, bo choć spanie pod namiotem jest fajne, to jednak nieprzyjemnie się śpi ze stopami oblepionymi błotem. Wiem, coś o tym – mistrzyni włażenia nie tam gdzie trzeba.

Kuńkrety? To znajdziecie u profesjonalistów, podróżników z prawdziwego zdarzenia, lub zapalonych survivalowców. Oni bardzo chętnie przedstawią Wam pełną listę rzeczy niezbędnych do przetrwania/pod namiot, ale według mnie jest jedna, bardzo ważna rzecz, którą należy ze sobą zabrać – pozytywne nastawienie i szeroki uśmiech.

Wtedy nic nie będzie w stanie zepsuć nam wyjazdu, nawet mrówka, która ugryzła w tyłek.
Gotowi do wyjazdu? Szeroki uśmiech i w drogę!

Chcesz wiedzieć, co u mnie słychać? Zajrzyj na fanpage Pani Miniaturowa na Facebooku.

Skip to content