Mamo, zostań weekendowym Tatą!

rowerek

Weekendowy tatuś zawsze na propsie. Nie krzyczy, nie zakazuje, zawsze ma siły i ochotę na zabawę. Jest najlepszy i najukochańszy. Fajniejszy od mamy, która czasem jest smutna, coś ją boli lub musi sprzątać zamiast bawić się z dzieckiem. Do czasu.

Nadchodzi taki dzień, że tatusiowi też się nie chce i wolałby jedyny wolny weekend w miesiącu spędzić pijąc z kolegami. A tu nie można, bo stęskniony syn przyjechał. Wtedy tatuś nie jest już od święta, tylko zwykły. Taki swojski. Rodzicielsko rozleniwiony do tego stopnia, że przez cały weekend nawet nie wyszedł z mieszkania z dzieckiem na pięknie wyremontowany, duży plac zabaw przed blokiem. Bo po co wyjść z dzieckiem jak można razem oglądać bajki na komputerze przez dwa dni? Nic tak nie poprawia relacji ojciec-syn jak „męskie” gnicie przed monitorem, prawda?

O, byłabym zapomniała, tatuś wyszedł do sklepu. Zostawiając sześciolatka zatrzaśniętego samego w mieszkaniu na czwartym piętrze. „Bo mały nie chciał iść”…Genialny powód. Dziecka się nie prosi, tylko mówi żeby ubrało butki, bluzę i „idziemy”! Zwłaszcza jak nie było na powietrzu od wczoraj!

Pytanie, po co wozić dziecko 20km w jedną stronę, skoro ja też potrafię być takim weekendowym tatusiem? Też mogę być ‚fajna’ i puszczać dziecku przez dwa dni non stop bajki na komputerze. Wyjdzie na to samo, a nawet taniej, bo nie będę musiała wydawać pieniędzy na paliwo, za które tatuś i tak mi nie oddaje. Nie ma pieniędzy odkąd komornik pilnuje alimentów. Magia. Dobrze, że miał pieniądze na duży tatuaż na plecach i piercing w uchu. I na koncert. I na wyjazd do 20lat młodszej, nowej „ukochanej”.

Idealnie zmarnowany weekend. A tym razem to ja mogłam być weekendowym tatusiem i zabrać dziecko do kina, na spacer, nauczyć jeździć na rowerku (bo tatuś nie ma jak). To ja mogłam synowi pokazać łuk, dać rzutki i nauczyć trafiać do celu. To ja mogłam zabrać na zawody strzeleckie, pokazać jak „wujek Gajowy” wygrywa medal. To ja mogłabym „marnować” czas mojego dziecka na dziesięć różnych sposobów. To ja mogłabym być równie dobrym weekendowym tatusiem co ten drugi, rzekomo lepszy.

Tylko to nie była moja kolej.