Jak pisać panie blogerze?

Oto nadszedł ten dzień, w którym dostałam podwyżkę. Obowiązków oczywiście + przyspieszony kurs survivalu poziom „masz przekichane”. W sierpniu nauczyłam się więcej niż w przeciągu ostatniego roku. Mimo mojego lenistwa, posiadania dwóch lewych rąk i ogólnego rozkojarzenia umysłowego 😉  jestem z tego faktu bardzo zadowolona. (z pracy! ! ! mondzioły!)

Takie pozytywne kopniaki są bardzo ważne w rozwoju człowieka. Bez nich takie mało ambitne lenie jak ja mają szansę rozprostować skrzydełka, a nawet trochę nimi samodzielnie pomachać. Było fajnie. Poza tym, że chyba osiwiałam, jechałam na tabsach przeciwbólowych, przeciwzapalnych i na reumatyzm (ale ze mnie lekoman) i zaczęłam chodzić spać po 20stej, bo po powrocie do domu padam na pyszczek, było super. Serio. Dałam radę.

Mam powód do dumy, pochwalono mnie „z góry”, doceniono mój wysiłek i nowo nabytą umiejętność ogarniania spraw niemożliwych do ogarnięcia , a także szybkość i konkretność w działaniu. Miło się słucha takich rzeczy po tym jak się nieustannie martwiło „jak mi idzie?”, „czy na pewno robię to dobrze?”. Domyślam się, że nie wszystko robiłam perfekcyjnie i nie zawsze umiałam odpowiedzieć na pytanie, o sprawy w których zupełnie nie byłam w temacie, ale wiadomo, nie jestem robotem, ani nikt tego ode mnie nie wymaga. Mam nadzieję 😉 Najważniejsze, że dzięki mojej pomocy pewna osoba mogła wreszcie wypocząć, bo jak najbardziej jej się to należało.

Mdli Was już od tego przechwalania się? Wybaczcie, jestem tylko zadowolona z siebie, że mimo wielu przeciwności (zwłaszcza zdrowotnych, które nieźle dały mi popalić) dałam radę. Ktoś musiał dać radę. Nie było nikogo kto by mnie pogłaskał po główce i powiedział „daj, zrobię to za ciebie”. Wyszło na to, że absolutnie nie jestem bezużytecznym pracownikiem, którego nieobecności w pracy nikt nie zauważy lub którego można wyganiać z biura by załatwiał jakieś bzdurki, bo nie ma dla niego roboty w firmie. Miałam w tym miesiącu całe dwa dni wolnego. Każdy poprzedzało „o nie, nie możesz iść na urlop”, „nie zostawiaj mnie”, oczywiście w żartach, bo bez powodu przecież nikt jednego dnia wolnego nie bierze 😉 …ale maile służbowe i tak sprawdzałam, bo ciekawość nie dałaby mi spokoju. Lepiej wiedzieć czego się spodziewać po powrocie prawda?

Oprócz atrakcji w pracy czekało mnie też inne bardzo ważne zadanie. Wyprawienie do szkoły mojego Pierwszaka 🙂 Udało mi się tak ogarnąć wydatki, aby rozłożyły się równomiernie w czasie i nie szarpały po kieszeni. Osobom, które lubią klimaty finansów polecam blog Michała Szafrańskiego Jak oszczędzać pieniądze. Dzięki tym zabiegom wyszło ok. 40zł miesięcznie poświęconych na ten cel. Nie ma dramatu prawda? Wystarczy odrobina ogarnięcia i wcześniejszego planowania. To nic nie boli.

Co jeszcze mi wisiało na głowie? Nieustający remont i przeprowadzka, która tak rozwlekła się w czasie, że chyba bardziej się już nie da. Ale jak tu się przeprowadzać i rozpakować jak wciąż mebli nie ma? Może dziś uda się nam ogarnąć tę kwestię…czas realizacji to jedyne 3 tygodnie… yay. Trzymajcie kciuki!

Jak widzicie sierpień był dla mnie bardzo pracowitym, zalatanym i stresującym miesiącem, ale co nas nie zabije to nas połaskocze. Także…jak pisać panie blogerze? Kiedy nie ma czasu, sił i ochoty, a wierni czytelnicy czekają (niektórzy nawet wierniejsi niż przypuszczałam 😀 )

W najbliższym czasie popracuję trochę nad notkami dla Was, obiecuję! A tymczasem tradycyjnie już proszę o jeszcze trochę cierpliwości i nie zapomnijcie polubić mój fanpage na facebooku Parzydełko – życie parzy