Co gryzie blogera? Bloger na kozetce.

Bycie blogerem to ciężki kawałek chleba. Tutaj piętka, tam wyszedł zakalec, z tej strony przypalone, a w środku zamiast słonecznika znalazła się karalusza noga. Lubię ten chleb, lecz trzeba sobie na niego zapracować. Niestety tego zakalca czasem nieco więcej niż zwykle. Co może niepokoić i martwić człowieka, którego hobby polega na pisaniu pierdół? Ano, jeżeli rzeczywiście piszesz na tematy ogólne, niedotyczące cię osobiście, to faktycznie tych zmartwień jest trochę mniej lub są one zupełnie innej materii. Inaczej ma się sprawa, gdy dzielisz się osobistymi przemyśleniami, swoimi wspomnieniami lub opisujesz otaczającą cię rzeczywistość. Poznaliście już (klik) jakie katusze musi znosić mąż blogerki , a wiecie co gryzie blogera?

Co gryzie blogera?
Podano do stołu!

Jesteś nieustannie na widelcu. Każdy może przeczytać, co piszesz, bo w sumie tego chcesz prawda? Ale jednocześnie cały czas musisz liczyć się też z tym, że twoje teksty czyta też nawiedzona mamuśka ze szkoły twojego dziecka, ktoś z rodziny, kto zawsze cię obgadywał, a także twój szef – o ile tylko dowie się, że masz bloga i znajdzie czas, aby go czytać. O ile czytanie bloga przez wszystkich nie jest problemem, problematyczne jest to, że niektórzy nie potrafią czytać ze zrozumieniem oraz ich nastawienie. W jakim celu czytają twojego bloga? Poważnie znam ludzi, którzy czytają nowe posty tylko po to, żeby móc skrytykować, doszukiwać się złych rzeczy lub przy okazji rozliczać blogera z każdego słowa, nawet z żartów. Sorry, taki mamy klimat. Mnóstwo osób czyta pobieżnie, co trzecie zdanie lub nie rozumie co czyta, a później gada różne farmazony. Dorobiłam się donosiciela, który nawet pozytywne posty przedstawia ludziom w sposób negatywny. Cóż poradzić, mój kleszcz-donosiciel ma smutne, nudne życie, to musi żywić się krwią z mojego bloga. Smacznego!

Skomentowanie tego „nie przejmuj się”, „ludzie zawsze będą gadali”, niestety nie pomaga. Gryzie mnie to od dawna, bo akurat w moim przypadku problem jest jak najbardziej realny i doświadczam go od czasu do czasu. Ale nie poddaję się, blogować będę dalej, bo odpowiadam za to co napisałam, a nie za to co zrozumiał czytelnik.

Zbyt dosłownie

Problem z rozumieniem tekstu czytanego przenosi się również na inne obszary blogowania. Nawet, gdy podkreślasz „w rodzinie”, „u znajomych”, „koleżanki znajoma…” i tak znajdzie się osoba, która będzie uważać, że twój blog w 100% składa się z pamiętnika do podusi. Ostatnio radzono mi w związku z problemami z mężem (nie posiadam takowego), polecano mi też strony na temat niepłodności (problem mnie osobiście nie dotyczy), czy podpowiadano, jak mam sobie radzić z trójką moich dzieci (mam jedno). Uspokajano mnie również, że moje poronienie to nie odosobniony przypadek i że na pewno wreszcie uda mi się utrzymać ciążę (nigdy nie doświadczyłam poronienia, na szczęście), więc skąd ten komentarz? Ot, niezrozumienie na linii czytelnik – tekst – autor.

Niestety prowadząc bloga trzeba się z tym liczyć, ale gryzie mnie to, zwłaszcza, gdy branie mnie za bohaterkę tekstu jest dla mnie bardzo niewygodne. Co gorsza, gdy jedna osoba nie przeczyta wpisu, ale go skomentuje, później kolejne opierają swoje komentarze na tym pierwszym. Bo nie wiedzą, że jest nie na temat 🙂 Największym hitem są osoby, które komentują tylko tytuł posta lub jego zajawkę na fejsie.

Nie zawsze poprawnie ujmuję swoje myśli

Biorę na klatę dwa powyższe problemy, bo jakiś tam ich ułamek jest spowodowany tym, że nie zawsze udaje mi się mega dokładnie opisać dany temat. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina 😛 Mam go w głowie, wiem, jak ma wyglądać. Widzę jego główny zarys, spostrzeżenia, wnioski i podsumowanie również – ale jeśli zastosuję zbyt ogólny skrót myślowy, to po mnie! Ludzie nie dadzą rady domyślić się o co mi chodzi. Dlatego przed publikacją nowych wpisów proszę kogoś o przeczytanie go. Jeżeli koleżanka klepnie artykuł, że jest OK i „każdy zrozumie”, tym trudniej jest mi pojąć, że nadal dochodzi do nieporozumień na linii czytelnik – tekst – autor.

Najwyraźniej tak już musi być. Cały czas szlifuję swój warsztat. Nie da się tak po prostu pewnego dnia usiąść i postanowić „od jutra będę tworzyć super, mega łatwe i czytelne posty”. Nie da się. Trenuję, ale i tak mnie to gryzie. To jest ten moment co możesz skrobnąć słowo wsparcia w komentarzu 🙂

Hejt

Serio nie wiem, jak twardą dupę trzeba mieć, żeby znosić wszystkie nieprzyjemne komentarze. Zawsze psują mi humor. Gryzie mnie to, nawet jeśli staram się nimi nie przejmować, bo wiem, że ktoś pisze najzwyklejsze bzdury. Złośliwości na blogu na szczęście rzadko się zdarzają. Czasem tylko wpadnie na fanpage jakiś frustrat, ale generalnie idzie to przeżyć. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jak się ma hejtera, to znaczy, że osiągnęło się już jakiś tam poziom popularności. Cóż… nie czuję się sławna, a cenę sławy już muszę ponosić. Ale spoko, jeżeli taki już los blogerów, biorę to na klatę. Przycisk „usuń” i „zablokuj” mam już opanowany. Nikt nie będzie mi śmiecić na moim podwórku, bo tutaj panują moje zasady

Statystyki

Statystyki strony żyją własnym życiem. Moje to zdecydowanie robaczki. Potraktowane środkiem owadobójczym 🙂 Tylko pośrednio mam na nie wpływ. Aczkolwiek, jeśli mam być szczera, gdy widzę silny spadek nieco mnie to gryzie. Bo to może oznaczać, że najnowszy tekst był nudny. Albo czytelnicy w ogóle go nie widzieli przez fakt, że Facebook od czasu do czasu obniża mi zasięgi widoczności moich postów. Po co? Żeby wymusić płacenie za reklamę 😉 To zmora właścicieli wszystkich fanpage. Poza tymi, których zasięgi nieustannie szybują w górę, za pomocą jakiejś tajemnej wiedzy lub magicznej magii – zazdro <3

Uff, ale sobie pomarudziłam. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, ale musiałam to z siebie wyrzucić. Nie lubię, gdy negatywne emocje i myśli zaprzątają mój umysł, a ten blog w dalszym ciągu pełni rolę terapeutyczną. Postaram się teraz, aby przez kilka następnych dni było tylko i wyłącznie milutko. Przyjdziecie sprawdzić? 🙂 Najlepiej na fanpage – Pani Miniaturowa nie zapomnij polubić mojej strony, aby zawsze być na bieżąco!

Coś Cię gryzie? A może wręcz przeciwnie, chciałbyś się pochwalić czymś przyjemnym co Cię ostatnio spotkało? Pochwal się w komentarzu tutaj na blogu lub na fanpage bloga.

Pozdrawiam!

(Visited 294 times, 1 visits today)
  • Pingback: Kwiecień 2017 - podsumowanie na blogu - Pani Miniaturowa()

  • Mogłabym się pod tym tekstem podpisać wszystkimi kończynami. Też mnie męczą te spadki w statystykach, każdy nowy tekst przynosi stres, a nuż komuś się nie podoba. O zasięgach na fejsie to nawet nie wspominam. Ciężkie jest życie blogera. Staram się jednak skupiać na tych pozytywnych komentarzach, od czasu do czasu ktoś podejdzie napisze, powie, że czyta. Na tym się skupiać trzeba, bardziej niż na krytyce.

  • Anastazja K.

    Ze wszystkim się zgadzam. Mnie najbardziej gryzą statystyki, bo bardzo się staram, godzinami dopracowuję tekst, zdjęcia, wkładam całą duszę a odzew potrafi być mizerny. I to boli, że moje starania nie są docenione.
    Co do czytania bez zrozumienia, to też z tym się spotykam, ale tym się nie przejmuję, bo to raczej świadczy o głupocie osoby komentującej. A jako blogerka urodowa często słyszę od znajomych/rodziny, że zajmuje się głupotami, bo kto by chciał czytać o kremie! Mało kto bierze moje hobby na poważnie, więc czasem takie zachowanie bliskich jest dołujące.

  • mnie tam czasem coś gryzie :);)
    U mnie czasem jest podobnie jak i u Ciebie, coś źle zinterpretowane przez czytelnika, zbyt dosłownie zrozumiałe.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i życze sukcesów w blogowaniu! 🙂 Oby statystyki szybowały i szybowały w górę 🙂

  • Podpisuję się rękami, nogami i nawet włosami jak trzeba. To wszystko niestety jest nie do uniknięcia i nawet jeżeli się staramy, zawsze znajdzie się ktoś, kto wytknie nam błąd, pomyłkę czy po prostu dowali.
    Masz całkowitą rację i choć kocham blogować, daje mi to radość i wiele powodów do dumy – czasem uderza frustracja. Sama niedawno pisałam o niej w mojej niedzielnej serii #niedzielnik (jak masz ochotę zapraszam). Zresztą sama też piszę o blogowaniu, bo ten temat uwielbiam.

  • Pierwszy komentarz zawsze jest najwazniejszy-niestety. Czasami zdarza się, że ktoś pisząc trzeci, czy czwarty komentarz zwróci w końcu uwagę na to, o czym pisalismy w tekście rzeczywiście, a nie tylko na jego tytuł, ale to jest jak w totolotku-musisz liczyć na szczęście 🙂 Każdy z nas pisze też teksty ze względu na własne doświadczenia i jako, że są one rózne, to trzeba się liczyć z innym zdaniem a tymczasem…Hejt!

    Twój tekst mógłby być bazą, do napisania dziesięciu książek i jeszcze nie wyczerpalibyśmy tematu 🙂

  • Czekałam na ten tekst 😀 No tak to jest, bloger staje się lokalnym celebrytą, na którego czekają śląskie baby w oknach oparte o poduszkę 😉

  • mnie tam nic nie gryzie. lubię blogować, lubię czytać komentarze, hejt mnie nie rusza. nawet lubię usuwać spam, bo czuję się wówczas taka rozchwytywana (w końcu skoro ktoś u mnie spamuje, znaczy że widzi potencjał).

  • Och Wychowanie

    Dobrze się czytało, prawda dotycząca nie tylko Ciebie. Z blogowaniem nie jest tak prosto, jak się niektórym wydaje, przede wszystkim ogromna odpowiedzialność. Zwątpienia i trudniejsze chwile się zdarzają (też je mam i to nierzadko), ale na szczęście też są wzloty (często za sprawą pozytywnej motywacji innych blogerów). Super wpis, jak dla mnie wysokie loty, pozdrawiam 🙂

  • Czy miewasz teksty zupełnie wyssane z palca, jakaś zasłyszana historia, którą interpretujesz po swojemu i ubogacasz? Ja miałam… a wszyscy myśleli, że to prawda! I odwrotnie – w przypadku mało prawdopodobnych, ale jednak prawdziwych, było grono ludzi, które twierdziło, że za bardzo poniosła mnie wyobraźnia 😉

  • Mnie chyba najbardziej boli brak czytania ze zrozumieniem. Ale gdy tak o tym pomyśleć, to zdaje się to być zmorą całego społeczeństwa 🙂 Pozdrawiam!

  • Ja w kwestii formalnej chciałem zabrać głos. Powszechnym stało się podciąganie jakiejkolwiek krytyki pod tak zwany hejt. To dosyć wygodne rozwiązanie i pozbycie się kłopotu. W zasadzie forma tchórzostwa. Krytykę opartą na argumentach należy przyjmować i rozważać. Hejt zaś odrzucać kategorycznie. Obie te rzeczy zaś, zauważyłem są chętnie łączone przez blogerów pod mianownikiem hejtu.
    Oczywiście nie przeze mnie, bo ja jestem ten bohater pozytywny opowieści. Ani przez Ciebie oczywiście. Przez innych. A na poważnie, to … super wpis.

    • Odróżniać hejt od krytyki już potrafię, a przynajmnien taką mam nadzieję. Gdy ktoś mnie obraża, a nawet życzy mi śmierci (miałam taki przypadek! :/ ) itd. To już ewidentnie mam do czynienia z hejterem.

      Dziękuję za wartościowe komentarze 🙂

  • Agata, pomogło? Bo ja często mam chęć na takie upuszczenie pary, ale wtedy nakręcam się jeszcze bardziej 😉

  • Czarna Skrzynka

    Kocham to Twoje stwierdzenie, że „odpowiadam za to co napisałam, a nie za to co zrozumiał czytelnik.” 🙂 To zdanie powinno być niczym znak wodny wytłoczone na każdej stronie! Pozdrawiam! 🙂

    • No chyba nie do końca i widzę w tym podwójne dno. Pisanie polega chyba między innymi na tym by być zrozumianym. By przekazać treść umiejętnie i w takiej formie by była ona zrozumiała dla czytelnika. Podążając tropem Twojego rozumowania, autor może wypisywać niezrozumiałe dla nikogo brednie i trwać w przekonaniu słuszności swych argumentów. Jak zwykle, należy poszukać złotego środka, między tym co zostało może mało fortunnie podane oraz błędnie zinterpretowane.

      • Racja, blogerowi powinno zależeć na tym, aby być dobrze zrozumianym. Gorzej, gdy ktoś nas NIE chce rozumieć, także chodziło mi o sytuacje w guście:
        – Nie lubię rozmawiać z cudzymi dziećmi.
        – Dlaczego nienawidzisz dzieci? Jak możesz!

        • Dobre. Nie wiem czy przykład z życia, ale mnie tym rozbawiłaś. Spore uproszczenie w rozumowaniu.

          • Niestety z życia wzięte. Po moim wpisie „nie mam ochoty rozmawiać z Twoim dzieckiem” wybuchła mini-afera. Ludzie nie rozumieli, że jak idę do kogoś w gości to nie mam ochoty być niewolnikiem ich dziecka uwięzionym w dziecięcym pokoju, tylko rozmawiać z dorosłymi, siorbać kawkę i skubać ciasteczko 🙂 (znów uproszczenie)

          • Bo ludzie mają często problemy z wnioskowaniem logicznym.
            Ale spróbuj komuś powiedzieć, że logika jego rozumowania kuleje… 😉
            Raz można spróbować coś wytłumaczyć, może dwa jak ktoś ma czas, ale jeśli ktoś dalej wybiera swoją wersję rzeczywistości, chyba pozostaje życzyć miłego dnia albo dać jeszcze jakiś komplement. Od jakiegoś czasu stosuję i dziwne, ale działa. Usta (czy raczej klawiatura) się zamykają 🙂

  • Oj tak, niektóre „efekty” są porażające 🙂

  • Czytałam wpis jakbym sama osobiście się wypowiadała. Poruszyłaś tematy i problemy, który mi także nie jest obcy. Teraz komentując Twoje słowa mam obawę czy dobrze wyrażę swój pogląd, swoją myśl 😀 Moim zdaniem w dzisiejszym świecie dużo ludzi idzie w kierunku ilości a nie jakości. Zbyt szybko chcą coś zakończyć i stąd może niezrozumienie całego artykułu i brak adekwatnych komentarzy. Nie mają czasu a chcą pokazać,że byli, że czytali.. że ich opinia jest ważna. No nie wiem.. Ja to sobie tak tłumaczę. 🙂

  • Czytanie ze zrozumieniem to z pewnością jest problem 🙂 a hejtem się nie przejmuję bo jak na ten moment widzę, że Ci co hejtują moje podwórko to „Janusze wiedzy – czyli nie znam się, ale wypowiem się jak ekspert” 😛 i generalnie drażni mnie podejście innych blogerów (oczywiście nie wszystkich), którzy działają w sposób nieetyczny w blogosferze – nawet ostatnio popełniłem o tym wpis na blogu (nie będę spamować linkami)

    • Ja to po prostu ubóstwiam podgatunek człowieka „nie znam się to się wypowiem” 😀 to jest plaga naszych czasów!

  • Książka Do Plecaka

    Takie wpisy są potrzebne, ale mnie osobiście przerażają! 🙂
    Bloguję od niespełna roku i większość tych wymienionych problemów jeszcze mnie nie dotyczy.
    Mój strach polega na tym, że wiem, że sformułowanie „jeszcze mnie nie dotyczy” będę musiał kiedyś zastąpić słowem „już mnie dotyczy.”.

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Ja jeszcze uwielbiam te słynne komentarze w stylu „super post” czy „ekstra – zapraszam do siebie” – co automatycznie sugeruje mi, że dana osoba wcale nie przeczytała mojego tekstu albo przyszła do mnie tylko sobie pospamować. Chyba też zacznę kasować niektóre wypowiedzi, bo ileż można…A hejterzy na szczęście rzadko się u mnie ujawniają – chyba jeszcze na tyle sławna nie jestem 😉

    • Dostaję wysypki na tyłku, gdy widzę „super wpis” 😀 Wiem, że jest super! Każdy jest super, ale ja chcę więcej w komentarzu przeczytać 😀

  • Co do „niezrozumienia”… napisałam kiedyś post o wyłamywaniu się z szablonu, chęci wyróżniania się itp – dostałam komentarz „Jestem za tym, co piszesz, jednakże szczerze powiedziawszy szablon, który mam bardzo mi się podoba i jest w moim stylu…” i dalej o kolorach na jej blogu.. 😀 Także ten… hmm, jak już ktoś chce komentować, niech chociaż przeczyta post.. bo ani słowem nie wspomniałam o blogowym szablonie 😉

    • Hahaha to chyba było typowe „przeczytałem wstęp, a teraz spróbuję skomentować” 🙂

  • Czytanie ze zrozumieniem- leży i kwiczy w naszym kraju. Ile razy się z tym spotkałam . Ja o gruszce, ktoś o pietruszce…

    • Najgorzej, jak połowy nie zrozumie, coś poprzekręca, a potem jeszcze przypisuje błędne myślenie Tobie! 😀

    • W wielu sytuacjach nie nazwałbym tego niezrozumieniem, ale ignorancją. Żyjemy w czasach gdzie wszyscy chcą mówić nikt natomiast nie chce słuchać. Nie potrafimy słuchać, nie mamy cierpliwości by wsłuchać się w głos drugiego człowieka. Nie rozmawiamy, a wygłaszamy komunikaty. Perorujemy. Wystarczy przysłuchiwać się rozmowom, jak idiotycznie nierzadko brzmią. Jedna osoba kończy wypowiedź, a druga zaczyna swoją „przemowę” w całkowitym oderwaniu. Nie słuchamy naszych rozmówców. Poniekąd wina mediów społecznościowych.

  • Mnie najbardziej męczy że mojego bloga czytają znajomi lub bliscy którzy czytają tekst przez pryzmat wyobrażenia jakie mają o mnie a nie zwracają uwagi na cały sens przekazu…

    • O tak, to bardzo przeszkadza w prawidłowym rozumieniu tekstu!

    • albo jak ktoś wytacza argumenty w stylu „bo 20lat temu powiedziałaś coś innego”. Heloł, nie jestem krową, mogę zmieniać zdanie 😀

    • Ja założyłem bloga w trakcie studiów, więc moi znajomi już mnie zdążyli poznać i to był strzał w 10! Bardziej przeraża mnie to, że mojego bloga czytają wykładowcy i dziekan będący moim promotorem. Ciekawe co oni sobie myślą 😀 I tak pewnie nie przeczytali wszystkich moich tekstów.

  • Versus

    Statystykami się nie przejmuję, bo od kilku miesięcy wkładam dokładne 0% pracy w prowadzenie bloga. Jak ktoś lajkuje fp to przez wzgląd na grupę. A potem lajk znika, bo na fp też się nic nie dzieje 😀 jeszcze nikt nigdy porządnie mnie nie zhejtował – naprawdę kiepski ze mnie bloger. Hejt to VAT od sukcesu – tak mówi Monika Czaplicka i ja jej wierzę 🙂 Chyba najbardziej irytuje mnie brak umiejętności czytania ze zrozumieniem, bo do tej pory byłam przekonana, że co jak co, ale pisać [z sensem] potrafię. Cóż, widocznie tylko mi się wydawało 😉 Od dłuższego czasu mało co mnie denerwuje. Jak tak myślę to głównie drażni mnie hejt i krytyka, ale ze strony środowiska blogerów. Uważam, że powinniśmy się wspierać i nie stanowimy dla siebie wielkiej konkurencji. Tak. To chyba tyle 🙂

    • Hhahaha co prawda teraz obracam się w stonowanym środowisku, ale swoją dawkę hejtu od blogerów przyjęłam. Wiele osób uważa, że jesteśmy konkurencja… co za bzdura. Czytelnik może czytać 20-40-60 blogów jednocześnie.

  • Ja mam problem z tym, że chętnie napisałabym coś więcej na dany temat, użyjmy do tego KOTA. Wiem co chce napisać ale mam w głowie tyle myśli, że najpewniej napisałabym epopeje. Jeśli tego nie zrobię to czuję, że nie wyczerpałam tematu o kocie. Drugą sprawą jest to, że co ja mogę wiedzieć o kocie po roku jego użytkowania 😛 Nie czuję się kompetentną osobą w temacie kotów, jeszcze nie. Tym właśnie odróżniam się od blogerów. Jak się nie znam to nie piszę 😛 Chociaż jako początkująca i tak mam jakieś tam doświadczenie, to wolę temat odłożyć na półkę. A statystyki po założeniu kłódeczki poleciaaaały 😉

    • W górę mam nadzieję? Bo ja szczególnie nie widzę różnicy chyba… z naciskiem na chyba 😀

      • No niestety w dół. Dlatego pisałam, że czuję się jakby Google mnie przeleciał 😛 No ale zobaczymy co dalej będzie 😛

  • Ja już jestem na takim etapie, że dawno przestało mnie wszystko gryźć :).

    • Zdradź mi, jak się to robi? 🙂

      • Im dłużej się bloguję, tym bardziej pewne rzeczy obojętnieją :). Kiedyś się przejmowałam wszystkim, teraz wrzuciłam na luz i dobrze mi z tym :).

  • Ha, bardzo dobrze ujęte punkty!

  • „Facebook od czasu do czasu obniża mi zasięgi widoczności moich postów. Po co? Żeby wymusić płacenie za reklamę
    To zmora właścicieli wszystkich fanpage. Poza tymi, których zasięgi
    nieustannie szybują w górę, za pomocą jakiejś tajemnej wiedzy lub
    magicznej magii – zazdro <3"

    Ta magiczna magia to bardzo często dużo środków wpłaconych do menadżera reklam 😉 Zdecydowanie większe niż przypadają na cały mój rodzinny budżet 😉

    • Czasem nadszarpuję swój budżet, ale to są skromniuchne kwoty, taka jałmużna bardziej dla FB 😀 hahaha

    • Testowałam promowanie postów na Fb i szczerze powiem, że się nie opłaca tego robić. Później masz tak obcięte zasięgi, że zaczniesz wyrywać sobie włosy z głowy. U mnie przynajmniej tak jest.