Bezduszny marketing śmierci

I oto jesteś. Ty i Twoje maleństwo. Ale jest…jest jakoś inaczej. Nie tak jak na wszystkich filmikach z porodów, które widziałaś. Twoje dzieciątko nie jest takie różowe, nie wierzga nóżkami, nie oznajmia krzykiem swojego przyjścia na świat. Coś jest nie tak. Coś jest bardzo, bardzo nie tak. Lekarze w milczeniu zabierają Ci dziecko z ramion, badają, mierzą. Bezduszny los zniszczył wszystkie twoje plany.

W końcu z powagą na twarzach lekarze oznajmiają Ci nowiny. Złe nowiny. W tym czasie bezduszny obcy wywozi Twoje maleństwo z sali, nie wiesz co się dzieje, nie rozumiesz, chcesz krzyczeć „oddajcie mi moje dziecko!”, ale jesteś bezradna. Przecież powiedzieli Ci co się dzieje.
Nie masz czasu wpaść w rozpacz, gorączkowo zastanawiasz się co zrobiłaś nie tak.

W pamięci przerabiasz ciążowy rachunek sumienia, co wypiłaś, co zjadłaś, co robiłaś. Mózg domaga się odpowiedzi, za co dostałaś właśnie najsurowszą pokutę. Za jakie Twoje przewinienie Twoje dziecko cierpi, czemu zachorowało.
Dlaczego to musiało być właśnie Ono?
Mijają godziny, wyczerpana bezgłośnym smutkiem leżysz i patrzysz w sufit. Nie przeszkadzasz szczęśliwej Mamie z łóżka obok, cieszącej się ze swojego dzidziusia. „Gdzie oni je zabrali, co się teraz z nim dzieje, kiedy pozwolą mi go dotknąć, przytulić, a co jeśli Ono…NIE!” – natrętne myśli nie dają spokoju.

Ktoś wchodzi do pokoju, zrywasz się z łóżka, zwijasz się z bólu, zapomniałaś, że zaledwie parę godzin temu byłaś niemal żywcem krojona, byle szybko wydobyć z Ciebie dziecko i zacząć je ratować. Lecz nie zwracasz uwagi na ból, za moment usłyszysz wyrok.

Musisz być silna, gotowa usłyszeć najgorsze. Ale na szczęście to nie następuje. Jest lepiej, dziecko oddycha, jest ciężko chore, ale żyje. Zaraz pielęgniarka zabierze Cię do niego i będziesz mogła je przytulić.  Już nic więcej Cię nie interesuje, chcesz iść teraz, natychmiast! Czekają Was krótkie chwile szczęścia przetykane godzinami ciężkiej walki o życie i zdrowie. Pobyt w szpitalu, jednym, drugim, niekończące się badania, drogie lekarstwa, wielogodzinne rehabilitacje, ale powoli jest lepiej. Razem walczycie o jeszcze jedną chwilę, o jeszcze jeden wspólnie spędzony dzień. Jesteś silna i dumna obserwując jak ta mała istotka powoli dochodzi do siebie. Są momenty kryzysu, czasem jest gorzej, dziecko płacze z bólu, grymasi podczas rehabilitacji, odmawia posłusznego zażywania leków. Lecz Ty pozostajesz silna. Wiesz, że dacie radę. Żyjesz tą odrobiną nadziei jaką dali Wam lekarze.

Zaczynasz szukać pomocy u innych, potrzebujesz wsparcia osób, które przechodziły to samo co Ty. Odnajdujesz ich, tłumaczą, pocieszają, oswajają z chorobą, podpowiadają gdzie szukać dalej. Czasem dobije cię czyjś bezduszny komentarz, ale Ty jesteś coraz silniejsza i pełna wiary w lepsze jutro, już niedługo urodzinki Twojego maleństwa, tyle razem przeszliście. Wraz z rozwojem dziecka rozwija się choroba, masz wiele pytań. Wszystkie pozostają bez odpowiedzi. Szukasz od nowa. Otwierasz stronę za stroną z interesującymi Cię artykułami, aż nagle…zamierasz.

Widzisz to. Pomiędzy opisem choroby Twojego dziecka wyświetla się reklama zakładu pogrzebowego. Bezduszny marketing śmierci. Widzisz zdjęcie małej, białej trumienki. Czujesz lodowatą igłę wbitą w serce. Uderza Cię fala gorąca, lecz po plecach przechodzi zimny dreszcz. Zawzięcie mrugasz oczami, lecz tama pęka. Nadzieja kruszy się jak lód, który coraz szybciej topnieje. Spływa łzami po Twojej twarzy. Czeka Cię kolejna bezsenna noc. Noc, której nie zmarnujesz na sen. Będziesz czuwać przy nim. Przy Twoim szczęściu. Będziesz trzymać je mocno za rękę, by nie porwał go zimny wiatr. By nie odebrała Go śmierć.

Fanpage Pani Miniaturowa

Skip to content