Bachor też człowiek

Zanim rozpoczniesz lekturę tego wpisu, chciałabym żebyś o czymś wiedziała. Nie jestem nauczycielką, ani psychologiem. Nawet klamki z wydziału pedagogiki nie polizałam. Nie posiadam tytułu Samicy Rozpłodowej Dekady. Z mojego świadomego, egoistycznego wyboru jestem matką jedynaka. Mam tylko jedną rzecz: swoje zdanie. I za moment się nim podzielę. Nie musisz się ze nią zgadzać, może ci się ono nie podobać. Tak jak mi nie spodobał się pewien bachor. A mianowicie jego zachowanie, dlatego w każdej chwili możesz stąd wyjść, poprzez wciśnięcie X na górze po prawej. Nie musisz na siłę udowadniać mi swojego lepszego wykształcenia i większej wiedzy, chyba, że masz na tym polu jakieś kompleksy, to proszę bardzo, wyżyj się w komentarzu. Zachowaj tylko pewien poziom kultury. Gotowa? Zaczynamy.

Zaledwie parę dni temu brałam udział w Blog Conference Poznań. Wspomnienia z tego wydarzenia wciąż są żywe w mej pamięci, jak gdyby było to wczoraj. Jeżeli nie wiesz co to jest, zapraszam do mojej dość obszernej relacji z konferencji. Tam wyjaśniłam, na czym to wszystko polega.  

Do Poznania mam ponad dwieście siedemdziesiąt kilometrów. Nie przepadam za samodzielnymi podróżami samochodem na takie odległości, dlatego zdecydowałam się na skorzystanie z usług PKP. A tam jak w piosence, wszystko się może zdarzyć. I zdarzył się on – bachor.

Zaledwie po pięciu minutach było mi dane uzmysłowić sobie, jak lekkomyślną optymistką byłam, nie rezerwując sobie biletu w zamkniętym przedziale ze strefą ciszy. O ja głupia! Trafiłam do strefy zła i chaosu. W przedziale samolotowym wraz ze mną jechała wycieczka składająca się dzieci, dzieci i jeszcze kilku dzieci. Przede mną siedziała młodo wyglądająca babcia wraz z wnukiem. Dookoła zaś usadowiły się, niczym kurki na grzędzie, małżeństwa w wieku średniozaawansowanym i emerytki. Duuuużo emerytek, bo napisać o nich staruszki byłoby obrazą dla ich energii. Nie zgadniecie kto robił najwięcej hałasu na cały, liczący sobie kilkadziesiąt miejsc, wagon? Tak. On. Tytułowy bachor. Siedzący tuż przede mną. Fuck yeah. 

Uroczy młodzieniec raczył był urządzić istne pandemonium. Gośćmi specjalnymi byliśmy my – współpasażerowie. Lecz na szczególne traktowanie mogła liczyć babcia chłopca. Bachor wyżywał się na niej za wszelkie zło tego świata. Okładał pięściami ją i szyby pociągu. Kopał w fotel naprzeciwko. Podziwiam faceta, który przed nim siedział, że nie zareagował nawet słowem. A może reagował, ale wcześniej, zanim wsiadłam do pociągu, lecz na nic się to zdało? Nie wiem. Wiem jedno. Było strasznie. Nie tylko widzieć, ale i słuchać. Bachor wyzywał babcię, krzyczał na cały wagon „ty dupo”, „i co, brzydko kupo, dupo”, „głupia kupa” itd. Myślałam, że tak robią tylko czterolatki w fazie ekscytacji brzydkimi słówkami. Myliłam się. Jako, że chłopiec płynnie czytał i był ciutkę większy od mojego Omena, wnioskuję, że lat miał siedem, może osiem. Trochę dużo, jak na tak rozbrykanego, w najgorszym tego słowa znaczeniu, malca. 

Serio, jestem matką, ale zachowanie chłopca budziło we mnie mordercze instynkty. Nie przestawał dokazywać ani na moment. Moja podróż miała trwać prawie cztery godziny. W jego towarzystwie, nie spodziewałam się sielanki. Pytał babci:
– gdzie jesteśmy?
– za ile będziemy?
– kiedy dojedziemy?
– co robimy?
– czemu stoimy?
– daleko jeszcze?
Jak karabin maszynowy. Bez wytchnienia. Non stop. Ciągle. Bez ustanku! Pojmujecie? Najgorszy był dialog z tej serii:
– gdzie jesteśmy brzydko dupo?
– we Wrocławiu.
– NIEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! POWIEDZ, ŻE JESTEŚMY W POZNANIU!!!!!!!!!!!!!!! POWIEDZ TO KUPO BRZYDKA!!!!!!!!!! POWIEDZ!!!!!!!!!! AAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! (kopanie w fotel i bicie babci w tle)

Wiecie jak reagowała babcia? Nie reagowała wcale. Przez ponad trzy godziny ani razu nie powiedziała mu: „proszę przestań”, „nie wolno tak robić”, „nie” lub chociażby „nie krzycz kochanie, przeszkadzasz innym”. Czy to jest normalne? Nawet jeżeli chłopiec był na coś chory, w co wątpię, to i tak moim zdaniem powinna jakoś reagować.

Babcia chłopca była najbardziej nieasertywną mameją jaką widziałam w przeciągu ostatniego pół roku. Ja rozumiem, że miłość zaślepia, ale w tym przypadku miłość kaleczy. W jej głosie słyszałam, że chłopiec sprawia jej przykrość, ale ani razu nie zwróciła mu uwagi. Nie rozmawiała z nim wcale. Cierpiała w milczeniu, jak gdyby swoją pokutę za nie wiadomo jakie grzechy, zamierzała odprawić właśnie tu – w pociągu.

Myślę, że chłopiec się nudził. Nie mieli zabawek, ani książeczek, a ja z nerwów nie umiałam wymyślić nic sensownego dla chłopca, bo przecież nie oddałabym mu swojego telefonu. Zresztą, w co on by grał? Omenowi do szczęścia potrzebna jest tylko aplikacja z szachami, w które nauczył się grać w poczekalni u lekarza. Nie czułam się na siłach zastępować obcemu dziecku matki, skoro babcia okazała się być mocno niewydolna wychowawczo. Ja nie jestem lepsza. Ale chociaż w części rozumiałam, o co mu chodzi. A przynajmniej tak mi się wydaje. Nie zdziwiłabym się, gdyby babcia nagle uniosła się honorem i nie dopuściłaby do malca grona zabawiaczy.

Po fazie irytacji i wściekłości spłynęło na mnie zrozumienie. Wreszcie zrobiło mi się chłopca żal. Było mi go szkoda, że nikt w tym momencie nie wyznacza mu granic. Nie określa mu terytorium, po którym może się swobodnie poruszać w kontaktach międzyludzkich, co może negatywnie odbić się w przyszłości. Nie każdy będzie tak wyrozumiały jak jego babcia. Wreszcie trafi się inny, silniejszy bachor, który pięścią pokaże mu gdzie jego miejsce. 

Moim zdaniem, to było dziecko, które rozpaczliwie domagało się uwagi. To mógł być chłopiec, którego poczucie bezpieczeństwa, przez brak wyraźnie ustalonych granic, było zachwiane. To był przypadek zadbanego dziecka, które jest zaniedbane emocjonalnie, psychicznie. Nie było rozmowy, nie było zabawy. Była cisza. Zaciśnięte usta i znoszenie w milczeniu coraz rozpaczliwszych prób zwrócenia na siebie uwagi. Był bachor, który potrzebował jedynie czasu i rozmowy od opiekunów, by stać się miłym chłopczykiem.

Walczył jak lew. Lecz nie dostał nawet głupiego „nie wolno”.


Spodobało Ci się u mnie na blogu? Polub fanpage Pani Miniaturowa na facebooku.