„Tata, jakiś wariat wleciał samolotem w WTC”

Piętnaście lat temu leżałam w domu złożona chorobą, która już na zawsze odebrała mi sprawność fizyczną. Miałam trudności z poruszaniem się, byłam koszmarnie osłabiona, dlatego ojciec co godzinę dzwonił pytać, jak się czuję. To była era telefonów stacjonarnych. Leżałam na kanapie i oglądałam trzecie już chyba wiadomości na temat ataku na WTC. Usłyszałam dzwonek telefonu. Zwlekłam się z kanapy w salonie, by odebrać. 
– I co tam? jak się czujesz? Dałaś radę coś zjeść?

„Tata, jakiś wariat wleciał samolotem w WTC. To taka wieża w Ameryce.”

– Tata, jakiś wariat wleciał samolotem w WTC. To takie dwie wieże w Ameryce. Słyszałeś?
– Co ty mówisz?!
– Dlaczego oni to zrobili? Jak można nie zauważyć takiej wielkiej wieży, jak się leci samolotem? W telewizji teraz ciągle o tym mówią.
– Mhm. Siedź w domu i oglądaj wiadomości. 

Myślałam, że to wypadek…

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to nie był wypadek, że to nie była tylko jedna wieża WTC, że to nie będzie pierwszy i ostatni dzień, gdy w telewizji mówi się tylko o tym. Przed nami było jeszcze wiele dni słuchania o tej niewyobrażalnej tragedii, w której ucierpiały tysiące osób i ich rodziny. Miałam dwanaście lat, słyszałam o czymś takim jak zamachy terrorystyczne, ataki, wojny, ale tego dnia zupełnie nie skojarzyłam faktów. Nie znałam i nigdy nie wyobrażałam sobie tego rodzaju przemocy i olbrzymiego zła, jakie można wyrządzić innym ludziom. Po całym dniu oglądania telewizyjnych doniesień na temat tego co właśnie działo się w USA, byłam przerażona, że ludzie potrafią być tak bardzo źli. Przerażona,ale i odrobinę dojrzalsza.

Zrozumiałam, że jest coś więcej niż ja i „moje” otoczenie

Wychowywano mnie na dziecko, które z reguły nie powinno się interesować sprawami dorosłych. Nie miałam żadnych obowiązków poza sprzątaniem swojego pokoju, bycia bardzo dobrą uczennicą z wzorowym zachowaniem i grzecznego, intensywnego ćwiczenia na rehabilitacji, żeby wrócić do zdrowia. Byłam dziewczynką z wyrokiem. Niepełnosprawne dzieci często trzyma się w szklanym kloszu, bańce mydlanej. Może nie są całkowicie odcięte od świata, ale ich postrzeganie go, zwłaszcza przez dzieci młodsze niż nastolatki, skupia się głównie na tym, co dzieje się dookoła. Bo któż rozprawia z dziesięciolatką, czy ośmiolatkiem o polityce, tragicznych wydarzeniach i „sprawach dorosłych”, jeżeli dzieci same nie zapytają?

Doceniłam przepływ informacji

Oglądałam wcześniej wiadomości, lecz nigdy tak jak tego dnia nie byłam rada z tego, że mogę je oglądać i dowiedzieć się czegoś więcej, o tym co się wydarzyło. Nie musiałam nikogo pytać. Nie musiałam z nikim rozmawiać. Zresztą choroba skutecznie zniechęcała mnie podejmowania jakiegokolwiek wysiłku. Moje mięśnie wciąż były na tyle osłabione, że nawet kilka minut rozmowy potrafiło mnie wyczerpać. Dlatego wolałam wszystkiego dowiedzieć się na własną rękę. Ewentualnie podpytać o niejasne kwestie rodziców. Tak zaczęłam regularnie oglądać newsy i próbować czytać poważne gazety od deski do deski.

Koniec pewnego etapu

W dniu ataku terrorystycznego na WTC zakończył się pewien etap mojego dzieciństwa. Byliśmy daleko, lecz zasiano we mnie ziarno niepewności, lęku o przyszłość siebie i swoich bliskich. Myślałam, że w każdej chwili w Polsce też może wydarzyć się coś takiego. Dziś już wiem, że ryzyko jest o wiele niższe, lecz wtedy naprawdę wiele czasu poświęcałam na myślenie „a co by było gdyby…?” Mówi się, że dzieci są beztroskie. Tego dnia część mojej dziecięcej beztroski umarła. I choć nigdy nie dawałam tego po sobie poznać, w mojej głowie kotłowały się różne, często dość ponure myśli. Z programów telewizyjnych wiedziałam już, że świat wcale nie jest takim pięknym, kolorowym i przyjaznym miejscem. Że gdzie indziej trwa wojna, giną ludzie i cierpią całe rodziny. Że terroryści są tu i teraz, tak samo jak skorumpowani politycy i źli „bogaci ludzie”, którzy przy pomocy pieniędzy manipulowali światem. 

Z dwojga złego…

Nie twierdzę, że to dobrze, że dzieci widzą ile zła jest na tym świecie. Nie twierdzę też, że dzieciom powinna się przydarzać krzywda, aby „zmądrzały”. Po prostu uważam, że każda nastolatka powinna przeżyć coś, co otworzy jej oczy na coś więcej niż tylko czubek jej własnego nosa. By została wyrwana z zaklętego kręgu „ja”, „mi”, „dla mnie” i dostrzegła to co dzieje się z innymi ludźmi w kraju i na świecie. Byśmy nigdy więcej nie widzieli rozkapryszonego dzieciaka, który płacze, bo dostał czarnego Iphone`a, a chciał białego!

Zadanie dla Ciebie rodzicu!

Myślę, że rola rodziców odgrywa tutaj niezwykle ważną rolę. To my powinniśmy uczyć dzieci, że warto przejmować się losem innych ludzi, zwierząt i przyrody. Należy pokazać im, czym jest prawdziwa empatia i współczucie. By dziecko nigdy nie odważyło się pogardliwie powiedzieć „no to mieli pecha”, widząc zdjęcie roztrzaskanego w wypadku samochodu.

Pech, nieszczęście, wypadek, choroba lub wielka krzywda mogą dopaść i nas.
I warto zadbać o to, by świat  nie odwrócił się wtedy do nas plecami.

 

 

Spodobał Ci się ten tekst?
Udostępnij go proszę dalej, lub zostaw polubienie na fanpage Pani Miniaturowa na Facebooku. Dziękuję.