Mój tata zabije twojego!

Piękna pogoda sprzyja wyjściom z dziećmi na świeże powietrze. A gdzie, jak nie na placu zabaw, najlepiej wyszaleją się dzieci? Czytasz spokojnie kobiece pisemko, ukradkiem zerkasz na swoją pociechę, żeby nie wyjść na zbyt spiętą kwokę i wtem słyszysz w pobliżu: Mój tata zabije twojego! Wszyscy rodzice obecni na placu zabaw, jak jeden mąż, odwrócili głowy w stronę krzyczącego malca. Chyba pokłócił się z kolegą, o jakąś niesamowicie ważną sprawę, ale skąd u malca w jego wieku, tak mocne słowa?

A co byś zrobiła, gdyby to Twoje dziecko zawołało:

Mój tata zabije twojego!

Na placu zabaw zapanował szok, wszechobecne poruszenie, coraz więcej dorosłych nachyla się ku sobie, by naprędce skomentować sprawę:
jak oni go wychowali!
oburzające!
żeby dziecko takich słów uczyć od małego!
pewnie cały dzień na tablecie gra w te ogłupiające gierki!
ciekawe jak się rodzice do siebie w domu odzywają!
biedne dziecko, co też to on w domu musi słuchać!
pewnie jest bity!
fajny przykład mu rodzice dają…
„zabije” w buzi tak małego dziecka?!
co za durni rodzice!
– a jego tato pewnie uważa to za śmieszne!

Dorośli syczą jak stadko rozwścieczonych gęsi. Wymyślają coraz smutniejsze scenariusze, galopują hen do przodu, snują wizje chłopca w poprawczaku za kradzieże i pobicia, już widzą go zakutego w kajdany…a sprawca całego zamieszania, bawi się już w najlepsze sypiąc babki z piasku z tym samym kolegą, z którym jeszcze przed chwilą się kłócił. Ot, dzieci. 

Nie wiem, czy bym zrobiła na miejscu rodziców tego malca, prawdopodobnie poprosiłabym go, aby do mnie podszedł i stanowczo wytłumaczyła, że nie można mówić do innych takich rzeczy, a zabijanie wcale nie jest fajne. Spytałabym, czy mamy szanse na poprawę i po uzyskaniu odpowiedzi twierdzącej, odesłałabym dziecko z powrotem do zabawy. Bo cóż więcej? Obawiam się, że zbytnie roztrząsanie się nad tym niefortunnym zdaniem, mogłoby niepotrzebnie przyciągnąć uwagę dziecka do takich odzywek, w efekcie czego słyszelibyśmy ich więcej i częściej. Ale mogę się mylić, żaden ze mnie pedagog ani psycholog. Ot, zwykła mama.

Z ciekawości zapytałam o zdanie Kruk, bo często zaskakuje mnie fajnymi przemyśleniami w temacie, o który ją pytam. Zazwyczaj postrzegam różne sytuacje troszkę inaczej, lecz tym razem byłyśmy jednomyślne!

Pamiętam jak w wieku 6 lat bawiłam się w korek samochodowy. W pewnym momencie zaczęłam uderzać jednym autkiem o drugie i krzyczeć: „jak jeździsz baranie jeden?”. Oczywiście przedszkolanka to usłyszała. Opierniczyła mnie i wezwała rodziców na pogadankę, w stylu „gdzie ona to usłyszała! Proszę uważać przy córce na słowa!”. A ja usłyszałam to w telewizji, czy w jakiejś reklamie, nie pamiętam. Usłyszałam to gdzieś i nie wiedziałam, że to jest złe i nie można tak mówić, a tymczasem wybuchła afera, że „czego pani jej uczy!

Dzieci, nawet gdy usłyszą coś raz, to momentalnie to zapamiętują, chłoną otaczający je świat jak gąbka. Czy tego chcemy czy nie. Słyszą wszystko, radio, telewizor, krzyki robotników za oknem. Słyszą i zapamiętują, by wyskoczyć z czymś takim w najmniej oczekiwanym momencie. Dlatego moi drodzy, zanim zaczniecie wieszać psy na innych rodzicach i wtrącać ich dzieci do wyimaginowanego poprawczaka, zastanówcie się dobrze, co słyszą Wasze dzieci. 

Bo dzieci nie są ślepe i głuche, by włączać się tylko w obecności rodziców. One cały czas słuchają. Wszystko i wszystkich. Zwłaszcza dorosłych. I was też. Dlatego mimo wszystko warto uważać na słowa, nawet, gdy jesteśmy przekonani, że dziecko zajęte zabawą nie słyszy co mówimy.

Nie osądzajcie, by samemu kiedyś nie zostać osądzonym.

Polubiłeś Panią Miniaturową? Polub również na facebooku!