Sterylizacja kota? Ty potworze!

Zadano mi kiedyś pytanie, czemu mojej kotce potrzebna była sterylizacja? Przecież to tak fajnie mieć kociątka, bo są śliczne, słodkie i urocze. A ten mój wymysł to: przesada i teraz wszyscy tylko by te sterylizacje robili, zamiast zostawić psy i koty w spokoju, żeby mogły zaspokajać swój naturalny instynkt. Ludziska, poważnie?!

Zanim przejdziemy dalej, wybaczcie nieścisłości w terminologii. Na blogu korzystam z mowy potocznej, w której sterylizacja jest niejako zamiennikiem słowa kastracja. 

Sterylizacja nie jest złem

O ile nie bałabym się zaciążenia mojej hipotetycznej suczki, której, jako osoba rozsądna, nie wypuszczałabym luzem poza teren naszej posesji, to sytuacja nieco się komplikuje w przypadku kotki. Koty to wielcy indywidualiści, lubią chodzić swoimi ścieżkami, mają charakterek, za co bardzo je lubię. Dla mnie im aktywniejszy kot, tym fajniejszy. Bo dla mnie to nie frajda mieć chodzącego pluszaka, któremu nawet biegać i pacać pacatorami się nie chce. Kot to ma być kot, a nie jakaś tam popierdółka 🙂 W sumie koty to chyba jakiś podgatunek mężczyzn: robią co chcą, łażą gdzie chcą, wracają kiedy chcą i lubią jeść mięcho. O ładowaniu się twoim koleżankom na kolana nie wspomnę.

Koty to szwędaki. Czują dużą potrzebę włóczenia się, zamkniesz drzwi, wyjdą oknem. Zamkniesz okno lub zamontujesz w nim siatkę, kot zadzwoni po ekype, ekypa zrobi ci wjazd na chatę, zbejsbolują cię i uwolnią kota. Chyba, że nie nauczysz go wychodzenia. Kota wypuszczać trzeba, bo taka jest jego natura. Mówię to z perspektywy osoby mieszkającej w domu z ogródkiem, w bloku pewnie bym tego nie robiła. Wychodzący kot zdaje się być czymś normalnym i naturalnym w naszym kraju. Znajomy uświadomił mnie, że niestety jest to dla kota nie tyle niebezpieczne, co i niezdrowe. Kot niewychodzący, nie ma okazji zarazić się chorobami od innych zwierząt, w tym kotów. Jest jeszcze jedna sprawa.

Kot Eksterminator

Czy wiesz, że Twój kot to Terminator? Zabija wszystko, na co przyjdzie mu ochota. Nasze kiciusie, nawet te najedzone, zabijają ptaki, króliczątka, a także gryzonie (w tym krety i wiewiórki!) – również te objęte ochroną! Przykro mi, że z powodu mojej niedostatecznej asertywności, nasza Arya została kotem wychodzącym. Prosiłam. Tłumaczyłam. Wszystko na nic.

sterylizacja kot wychodzący

Po co ta sterylizacja?

Co ja bym zrobiła, gdybym nie upilnowała kotki, która wyszłaby z domu w trakcie rui? Co zrobiłabym z tymi ślicznymi, fajnymi, słodkimi kociaczkami? Ukochałabym jak własne, pozwoliłabym nosić swoje nazwisko, ale kto by mi oddał za weterynarza, kropelki, odrobaczanie, ewentualne lekarstwa, żarcie, żwirek do kuwetki itd…i tak razy 4, 6, 8? A za pół roku znowu. I za kolejne, jeszcze raz. Aż mój dom zmieniłby się w jedną wielką fabrykę wypluwającą małe kotki.

I tak w kółko moja kochana kicia produkowałaby mi śliczne, fajne i słodkie kociaczki…aż by jej zachorowały wszystkie babskie sprawy, bo u kocic to nie taka rzadka przypadłość. Podziękował za ten ból i cierpienie.

Nie na tym to wszystko polega. Uwielbiam koty, moim idealnym pośmiertnym scenariuszem jest być zjedzoną przez dwadzieścia jeden kotów, ewentualnie złamanie karku w trakcie spadywowywania ze schodów, gdybym się potknęła o jednego z nich. Ale od dawna mam zaświadczenie na piśmie, że mogę posiadać kota sztuk jeden, bo inaczej razem z kotami sztuk więcej, zostałabym zakopana w lesie, czego dokonałby osobiście mój Gajowy. Dlatego sterylizacja była dla nas koniecznością, ale i ważnym obowiązkiem, którego nie chciałam pomijać!

Sterylizacja? Ty potworze!

Gadanie, że sterylizacja lub kastracja, to krzywdzenie kota, jest grubą przesadą. Zrobiłam to dla jej dobra. Dla jej zdrowia! A także mojego spokoju ducha, bo co jak co, ale mój duch to raczej introwertyk i nie lubi, jak mu niepotrzebnie dupę zawracać życiowymi problemami, pod tytułem „skąd wziąć hajs na leczenie ropomacicza, czy innych chorób u kici, żeby nie cierpiała?”. To wszystko brzmi fajnie i śmiesznie, ale dla mnie świadome/nieświadome męczenie zwierząt wesołe nie jest. (nie, nie napisałam właśnie, że jak twoja kotka miała kocięta, to się nad nią znęcaliście, ogarnij się) Kicikatków nie potrzebujemy, chorób nie potrzebujemy, kocicą chcę się cieszyć jak najdłużej – to moje argumenty za sterylizacją. Raczej rozsądne?

sterylizacja 2

„Bywam cebulą i stosuje dziwne porównania”

Tak bardzo przeraża nas sterylizacja lub kastracja naszego kota lub psa. Tymczasem, kto z nas w myślach chociaż raz nie wykastrował pedofila, gwałciciela lub kobiety, która właśnie urodziła dwunaste dziecko? Kolejny raz pijana i naćpana, nie pamiętająca nawet o tym, że poprzednie jedenaście jej zabrano, bo je biła i głodziła? Oczywiście, że znajdą się tacy ludzie. Dlatego nie rozumiem jednoczesnej negacji sterylizowania zwierząt. Zwłaszcza, że robi się to tylko i wyłącznie dla ich dobra.

Sterylizacja? Why not?

Tak że skoro chcemy ciąć wszystko i wszystkich dookoła, to czemu nie zadbać w ten sposób o kota i jego zdrowie? Koty nie są w stanie myśleć abstrakcyjnie, wyobrażać sobie siebie z gromadką kociąt. One nie wiedzą, że coś w życiu jest im odbierane. Co więcej, ruja, zwłaszcza ta niezaspokojona, może sprawiać kotce fizyczne cierpienie. Ona odczuwa potrzebę, której nie może zaspokoić. Dlaczego miałam skazywać moją kicię na męczarnie raz w miesiącu, a bywało, że nawet co dwa tygodnie? Tego nie da się zagłaskać, tu potrzebna była sterylizacja i uprzejmie proszę o odrobinę zrozumienia, a nie nazywanie mnie więcej POTWOREM. 

Jestem potworem, ale zupełnie innego rodzaju.
Wpadnij na fanpage Miniaturowa na Facebooku!