Osobiste przemyślenia

Dlaczego przestajemy czytać blogi

przestajemy czytać

To nie sztuka wskazać swoich ulubionych autorów, a i o gustach się nie dyskutuje. Ale dlaczego przestajemy czytać blogi? Myślę, że da się wyodrębnić kilka uniwersalnych powodów. Oto subiektywna lista grzechów do popełnienia, dla blogerów, którzy chcą, bym natychmiast przestała ich czytać. 

Jam Pan twój, plebsie czytający!

Hit ostatnich dni. Blogerka traktująca swoich czytelników z góry. Strzeliłam karpia ze zdziwienia na widok pani, która pozwalała sobie na osobiste wycieczki na temat sytuacji materialnej swoich czytelników. Przecież to tak, jakby zacząć obrażać swoich gości! Złośliwe przytyki na temat wielkości ich mieszkań, aluzje, że mogą sobie co najwyżej pomarzyć o egzotycznej wycieczce. Gdy zobaczyłam, jak odnosi się do koleżanek z blogosfery – sugerując, że są tak „małe”, że dla takich jak one zostają tylko ochłapy w postaci tanich barterów, stwierdziłam basta! Wyłączyłam jej stronę. Prędzej wybaczę komuś mentorski ton niż traktowanie ludzi z pogardą. 

Pani chyba nie odrobiła lekcji z szacunku do drugiego człowieka. Zapomniała, że o wartości człowieka nie decydują pieniądze. A na pewno nie w świecie, który znam. Każdemu czasem zdarzy się coś chlapnąć, ale sugerowanie swoim własnym czytelnikom, że są gorsi, bo w życiu nie śniło im się o takich zarobkach, jakie ona ma, to przesada. Zresztą… jaką ma gwarancję, że nie obraża właśnie kogoś znacznie majętniejszego niż ona?

„Twój” bloger obraża swoich czytelników? Ty możesz być następny. 

Kijem Wisły nie zawrócisz, a blogera?

Nie zaleca się bić blogerów kijem, ani żadnym innym narzędziem 😉 Czasem jednak nasi ulubieni autorzy postanawiają nagle i bez zbędnych ostrzeżeń drastycznie zmienić poruszaną przez siebie tematykę. Jeśli nowe wpisy nas zaciekawią – spoko. Gorzej, gdy świeża kategoria zupełnie nam nie podpasuje, a nasz bloger długo, długo, o wiele za długo nie wspomina ani słowa o tym, czy do poprzedniego nurtu jeszcze wróci. Odchodzę bez żalu, jeśli czyjaś twórczość przestaje być dla mnie interesująca. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by za jakiś czas znów do niego wrócić! 

Powtarzalność do bólu

Trochę przeciwieństwo powyższego, ale jednak z tego powodu również przestajemy czytać blogi. Ktoś publicznie zarzucił mi, że już nie czytam jej bloga. „Kurde, pszypau”. Nie wiedziałam, że to mój obowiązek. No przykro mi, ale ileż można razy katować wciąż te same wpisy? Serwuje nam odgrzewane kotlety, za które sanepid już dawno powinien wkroczyć do akcji. Reanimowane są wciąż te same pudrowane trupy, którym już nic nie przywróci dawnej świeżości. Cztery główne tematy: smuty, pierdolety, motywacje, sracje-owacje. Smuty. Pierdolety. Motywacje. Sracje-owacje. Repeat. Smuty. Pierdolety. Motywacje. Sracje-owacje. Niestety, ale jeżeli planujemy prowadzić bloga lifestylowego, a nasze życie polega na byciu uwięzioną w domu osobą bez hobby, a nie potrafimy z siebie wycisnąć nic więcej niż kilka flagowych tekstów, to może być problem. Nie każ mi się nudzić razem z twoimi nowymi czytelnikami zwabionymi reklamąąąąąąą…

Aferologia stosowana

Przestajemy czytać blogi z bardziej osobistych pobudek niż nudne treści. Nie jestem małolatą, żeby ekscytowały mnie cudze patologie. Żegnam ozięble blogerów o wątpliwej moralności, którzy zbyt często są głównymi gwiazdami afer mniejszych i większych. Niestety ostatnio okazało się, że jestem nieświadomą uczestniczką czyjejś internetowej dramy. Jakaś pani ubzdurała sobie, że wszelkie jej niepowodzenia to wina „pewnej grupy osób” i nagle bum, wśród tych osób wymienia mnie. OMG what? Nie mam z tą panią nic wspólnego, ale grunt, że ma na kogo zrzucić winę. Dostałam wiadomości, w których pani się żali moimi rzekomymi działaniami przeciwko niej. Fascynująca lektura. Niestety sytuacja wciąż się powtarza. Obawiam się, że ta osoba zmuszona będzie kiedyś spotkać się z moim przedstawicielem w sądzie, jeżeli nie przestanie. Bo jak ktoś sobie wmawia różne krzywe akcje to pół biedy, ale gdy moi znajomi zaczynają mi donosić, że ta osoba ciągle na mnie najeżdża w prywatnych rozmowach – robi się nieprzyjemnie. Niezrównoważeni ludzie potrafią tworzyć bardzo przykre sytuacje. Strach pomyśleć, że to dość popularna osoba. Nigdy nie wiemy, kto pisze do nas po drugiej stronie monitora.

Niespójność wizerunkowa

Bushcrafter, który w życiu nie spał na powietrzu i piszczy na widok kolczastych zarośli. Bloger finansowy z długami rzędu kilkuset tysięcy złotych. Autor uczący dobrych manier, który sam nie prezentuje sobą ani grama dobrego wychowania. Blogerka kulinarna, która spieprzy nawet podgrzanie mleka w mikrofalówce. I mój najulubieńszy przykład, bo z mojego rodzimego podwórka: z tej miniaturowej to żadna tam niepełnosprawna blogerka, bo przecież ma nogi i chodzi. No sikłam normalnie 🙂 Ach, żeby to wszystko było takie łatwe. Ja np. Doktor Ani wybaczę, gdy zobaczę ją z pączkiem w ręce, bo bloger też człowiek. Ale gdy ktoś poświęca wiele miesięcy na opowiadanie swoim czytelnikom co robi, jak żyje, co je, gdzie mieszka, a w rzeczywistości to wszystko okazuje się kłamstwami – nope. Co innego jest kreowanie wizerunku, a co innego jest udawanie kogoś, kim się nie jest. No ale może ja głupia idealistka jestem. Biorę to na klatę. 

Bloger od wielkiego dzwonu

Jakkolwiek to zabrzmiało. Przestajemy czytać blogi, na których wieje nudą i nie pojawia się nic nowego. Publikacje raz na pół roku? Nie dzięki. Co drugi wpis jest przeprosinami „sorry, że tak długo się nie odzywałem!”? Nie dzięki. Kolejna zapowiedź powrotu w wielkim stylu? Nie dzięki. Blogowanie to nie witryna sklepu ze słodyczami. Przestań obiecywać, tylko dawaj mi tu wszystkie twoje cukierki! Nikt nikomu nie każe zmuszać się do regularnego pisania. Ale też miejmy tyle honoru i nie pytajmy czytelników „czemu mnie opuszczacie?”. 

Dlaczego przestajemy czytać blogi – odpowiedź moich czytelników

Zapytałam na grupie Miniaturowe Gadki, za co przestajemy czytać blogi i jak zwykle komentujący mnie nie zawiedli. Powtarzały się odpowiedzi o natłoku reklam, a wiele osób zwracało uwagę na problem niedopasowania reklam do treści bloga. Faktycznie niektórzy blogerzy nie radzą sobie ze zgrabnym wkomponowaniem betoniarek do bloga kulinarnego. Z kolei problemy z erekcją nijak się chyba mają do portalu traktującego o sztuce i kulturze. Chyba, że to artystyczny konar 🙂

Tym wesołym akcentem zakończę wyliczankę. Jesteś zainteresowany skokiem w przeszłość i doczytaniem swego rodzaju odpowiedzi, ale i kontry dla tego wpisu? Zapraszam –> porządna blogerka nie powinna…