Niewidzialne dzieci na pasach

Nie przypuszczałam, że w dzisiejszych czasach jeszcze komukolwiek trzeba przypominać o kulturze na drodze, a jednak… Problem wraca jak bumerang i sama obserwuje takie sytuacje na drodze. Niewidzialne dzieci na pasach to fakt. Dzieci, nawet te ubrane na kolorowo, z kurteczkami i plecaczkami pełnymi odblasków, wciąż nie są dostrzegane na drodze. A wiecie dlaczego nikt ich nie widzi? Bo kierowcy nie chcą ich widzieć. I to mnie wkurza.

Niewidzialne dzieci na pasach – nasz przypadek

Wysłałam syna, już nastolatka, po chleb do osiedlowego sklepiku. Długo nie wracał, bardzo długo. Wreszcie wrócił z pustymi rękami, czerwony jak piwonia, że nie udało mu się zrealizować tak prostego zadania. Gdy zaczęłam z nim rozmawiać co się stało, że nie kupił tego o co go prosiłam, oddał mi pieniądze i wymamrotał, że nie był w stanie przejść przez jezdnię. Byłam w szoku. Naprawdę długo go nie było. A sklepik jest niedaleko. Okazało się, że właśnie była godzina zmiany brygad w pobliskich firmach i sznury samochodów nieprzerwanie jechały w jedną i drugą stronę. Dziecko stało na pasach, ale nikt się nie zatrzymał, aby go przepuścić. Bo kto by się tam przejmował dzieckiem…

Moja obserwacja jako kierowcy

Nie wyobrażam sobie nie przepuścić pieszego czekającego na przejściu. Przecież siedzę sobie w ciepłym, suchym samochodzie, słucham muzyczki, a ten człowiek trupta gdzieś na nogach. Dla mnie to kilka sekund różnicy, a on może tak stać długie minuty, dopóki się ktoś nie zlituje. Oczywiście nie przepuszczam pieszego, którego nie widzę, bo jest ciemno, a on jest ubrany na czarno, a na moim tylnym zderzaku wisi rozpędzony TIR… niestety takie sytuacje też się zdarzają. Noście odblaski! Ale ostatnio zaobserwowałam coś zupełnie innego, co strasznie mnie wkurzyło.

Padał deszcz, to był środek dnia i mimo pochmurnej pogody było dość jasno. Przejście dla pieszych było na długiej prostej, bardzo dobrze widoczne, wyraźnie oznakowane. Przed przejściem stał chłopiec. Doszczętnie przemoczony, w krótkim rękawku, błagalnie wpatrujący się w każdy mijający go samochód. Deszcz lał, a nie zlitował się nad dzieckiem nikt! Nie zatrzymał się ani jeden kierowca. Ja akurat wcześniej skręcałam w boczną uliczkę, gdybym sunęła na wprost, przepuściłabym chłopca. Żal mi się zrobiło dzieciaka, ale co poradzić, jak niektórzy kierowcy mają w nosie pieszych, zwłaszcza dzieci…

Dlatego taki apel do Was, drodzy koledzy kierowcy, władcy szos:
Wpuszczajcie dzieci na pasy, zanim same wbiegną wam pod maskę!!!

 

Skip to content