Kochanie, kto ci to zrobił? Nie pamiętam…

Mam takie dni, że po prostu chcę zajechać z piskiem opon pod przedszkole i wygarnąć paru osobom. Choć po dłuższym namyśle, dochodzę do wniosku, że tutaj winę ponoszą bardziej rodzice niż przedszkolanki (aczkolwiek one też mogłyby baczniej obserwować pewne „problemowe” dzieci). O co mi chodzi?

Wyobraź sobie, że Twoje dziecko wraca z przedszkola z otwartą raną, na samym środku kręgosłupa. Aż się we mnie zagotowało jak to zobaczyłam. Młody praktycznie nigdy nie skarży pani na inne dzieci i sporadycznie „oddaje”, ale jak już mu się zdarzy to aferę, ludzkie dramaty i jojczenie przedszkolanek, jakby kogoś zamordował z zimną krwią, mam jak w banku. Nie twierdzę, że pogadanka się nie należy. Narozrabiał, konsekwencje muszą być. Proste jak budowa cepa.

Chcąc sprawiedliwości (jak mojego tyrają, to niech innego dzieciaka też ktoś potyra!), następnego dnia powiedziałam przedszkolankom co moje młode ma na plecach i kto mu to zrobił. (na imprezie w ogrodzie przedszkola, kolega cały czas dziubał mojego syna w plecy jakimś drewnianym szpikulcem, proporcem, czy kij wie czym, mój młody naiwnie myślał „że proszę, przestań” zadziała, na skargę oczywiście nie poszedł, bo on nie skarży). Dowiedziałam się, że „czasem tak jest, bo X ma stwierdzoną nadpobudliwość”.

Aha, czyli, że co? Cała grupa ma być grzeczna, a jeden chłopiec może bić dzieci, kopać je i spychać z zabawek, bo ma „licencje na bicie”? Gdy moje dziecko wraca z przedszkola z otwartą raną, mam głęboko gdzieś, że zrobił to dzieciak z problemami emocjonalnymi, nadpobudliwością, czy ADHD. Jak dla mnie może mieć nawet stwierdzone…no, wiecie co.

Przy całym szacunku dla osób chorych…choroby/schorzenia, które sprawiają, że moje dziecko jest krzywdzone, są (dla mnie, a chyba mam prawo do posiadania swojego zdania?!) całkiem dobrym powodem, aby starać się trzymać te dzieci z dala od mojego! Będę kombinowała, aby mój syn nie znalazł się z tymi „problemowymi” w klasie i wiecie co? Mam głęboko gdzieś, że według niektórych będzie to zachowanie „wątpliwe moralnie”, lub „nieetyczne”. Moim rodzicielskim obowiązkiem jest zadbać o dobro dziecka i żeby miało jak najlepsze warunki do rozwoju. Nie pozwolę, żeby jakiś chłopiec „z tarczą ochronną” pod postacią papierka z poradni, znęcał się nad moim synem i dziećmi z jego klasy, przy cichym przyzwoleniu jego rodziców i wychowawców, powtarzających jak mantrę „bo on ma papier”.

Mam zrobić ze swojego dziecka worek treningowy w imię równości i tolerancji? W nosie mam taką tolerancję. My się już z tym chłopcem wymęczyliśmy pełne trzy lata przedszkola, niech teraz inni zakosztują trochę „tej przyjemności”. Psycholog ze mnie marny, pedagog jeszcze gorszy, ale nie wróżę najlepiej temu dziecku. Od trzech lat słyszy, że wszystkie jego wybryki są tłumaczone „papierem” i nigdy nie ponosi konsekwencji swojego zachowania. Kiedyś poczuje się całkowicie bezkarny i zacznie nadużywać swojej „tarczy ochronnej” krzywdząc innych w jeszcze gorszy sposób.

Mam nadzieję, że ktoś to w końcu zauważy i pomoże temu chłopcu. Nie wszystkie porażki wychowawcze można tłumaczyć opinią z poradni, bo przecież chłopiec nie jest opóźniony umysłowo. Doskonale rozumie co zrobił i wie, że tak nie wolno. On wymaga fachowej opieki, specjalnych metod wychowania. Nawet ja, przy całej swojej niechęci do niesfornych dzieci, nie chciałabym przeczytać o nim za kilkanaście lat w gazecie. Chciałabym, żeby ktoś się nim zaopiekował i pomógł stać się dobrym człowiekiem.


Jestem zła i niedobra, bo pragnę chronić swoje dziecko. Mam nadzieję, że będę przyjemnie pachnieć skwarkami płonąc w piekle. Pozdrawiam nielogicznych komentujących z facebooka, którzy twierdzą, że przemoc to żaden problem i reaguję zbyt emocjonalnie. Czekam, aż to Wasze dziecko wróci krwawiące z przedszkola, a potem możemy sobie porozmawiać o TOLERANCJI.