Zakupy z dzieckiem. Z humorem!

Uwaga, wpis ma charakter humorystyczny i zawiera kilkuletni zbiór sklepowych przygód. Dialogi zostały skrócone o marudzenie, pouczanie i wyjaśnianie. Żadna matka, dziecko, ani kasjerka nie zostały zranione w trakcie pisania poniższego artykułu. Autorka wpisu nie ponosi odpowiedzialności za wszelkie trwałe, jak i tymczasowe uszkodzenia mózgu, oraz nie podpisuje się pod usprawiedliwieniem dla męża pod tytułem „to ja już nie chce mieć dzieci”. Przecież nie możecie mieć lepiej ode mnie 🙂 Zakupy z dzieckiem to sama przyjemność, polecam wszystkim fanom dramatów psychologicznych i thrillerów.

 

Zakupy z dzieckiem? Tylko kiedy?

W piątek nie, bo pół województwa przed powrotem do swojego domku na wsi, jedzie na zakupy w mieście. W weekend nie, bo mieszkańcy wsi, którzy nie pracują w mieście, extra przyjeżdżają, by zrobić zakupy. A w tygodniu też nie, bo sklepy pełne są wagarowiczów i domorosłych szafiarek. To kiedy? Wtedy, czyli nigdy, na boga pod żadnym warunkiem nie wchodź bez uprzedniego treningu motywacyjno-survivalowego z dzieckiem lat 2-4 do sklepu! Stój! Nie idź! Nie podchodź do drzwi! Aaaaa!!! Złowrogie macki kolorowych, plastikowych samochodzików, jeździków, dżipów, helikopterków już wyciągają się po twojego dzieciaka – wrzuć piątaka, a wytrzepie ci dzieciaka! Wrzuć dwa złote – jestem kurde samolotem! Wszystko trąbiące, pipczące, furczące i grające. Światełkami migające. Dostajesz migreny, masz gwiazdki przed oczami, a dziecko pyta, czy może jeszcze raz? To Twoja szansa by się uwolnić, by wreszcie rozpocząć wymarzone zakupy z dzieckiem, ale ktoś cię ubiega…

– Tak możesz – odpowiada staruszka przechodząca obok, mamusia da ci pieniążka, przecież dzieciom się nie odmawia – dziecko krzyczy z radości, a ty możesz zużyć całe pokłady cierpliwości, by nie wygarnąć babuszce, co o niej sądzisz. Po krótkim, acz wiele mówiącym „chodź, ta pani się nie zna” łapiesz dziecko za rączkę i wchodzicie w czeluście piekieł.

Sygnały z niebios były jasne!

Zupełnie nie rozumiesz co ci odbiło, że wybrałaś się do sklepu z dzieckiem. To chyba było chwilowe zaćmienie mózgu. Przecież wszystko zwiastowało katastrofę! Jeszcze w domu:

Ubieranie się w zestaw obowiązkowy. Wreszcie gotowy i słyszysz: Mamo siku! Ubrany w jasną „wyjściową” koszulkę pyta: a mogę chlebka z dżemem? By zaraz przed domem krzyknąć: O jaka ładna kałuża! Hops! Ojej pochlapałem się… Mimo wszystko spięłaś poślady, otarłaś błoto z czoła i podjęłaś to wyzwanie, jedziemy!

A podróż przebiegała w relaksującym szumie…

– Mamo daleko jeszcze?

– Nudzi mi się.

– Mama jaki to znak?

– A czemu ta pani na plakacie jest goła?

– Mama stój! Tam był piesek, chcę na niego popatrzeć!

– Mama włącz radio.

– Mama reklamy lecą.

– Mama zmień radio.

– Mama wyłącz radio.

Masz dość, a jeszcze 2 km drogi…

– Mama siku!

Olałaś wstrząsy przepowiadające no i masz babo placek. Sklep już przeżuwa twoją duszę.

Już się zaczyna…

– Mama ja nie chce wózka ja chce koszyk, będę nosić koszyk.
Dostaje koszyk do rączki, dziesięć kroków dalej zmienia zdanie.
– Mama weź ten koszyk nie chce go już nosić, chce jeździć wózkiem.

– OK, ale ja prowadzę.

– Mama ja ci pomogę!

– Dziecko, ostrożnie!

BUM!

– Nie wjeżdżaj tam. Tam stoją szklanki i szklane miseczki… NIE WJEŻDŻAJ TAM MOWIĘ!!! Daj dziecko potrzymam wózek.

– Nie nie ja będę sam!

BUM!

– Uważaj! Jak chcesz sam jeździć to masz tu listę i rób zakupy sam, a ja poczekam w aucie.

– Nie, nie, mama, to masz wózek, chcesz?

– Daj, bo zaraz kogoś rozjedziemy…

Najlepsze przed tobą!

 

– Mama, a co tojest żel EROTYCZNY? Co się tym smaruje? Kupisz mi? Mama patrz jakie ładne autko, a kupimy je…? Kupimy je mama dla naszej kici? Kicia na pewno będzie się nim bawiła, to co, kupimy?

– Mama bolą mnie nogi.

– Mama ta pani ma wąsy.

– Mama tutaj są słodycze, skręć tutaj!

– Mama ja chce ten soczek (pokazuje kolorową wódkę), to przecież mój ULUBIONY – Twoja mina mówi wszystko, mina przechodzącej obok kobiety również…

Masz ochotę wpełznąć do pluszowego domku dla kotów, obok którego przechodziliście na dziale z artykułami dla zwierząt. Z cichej zadumy wyrywa cię latorośl.

– Mama wiesz co, kupie ci krem (tylko musisz za niego zapłacić) i wrzuca do wózka krem na cellulit – będziesz uśmiechnięta jak ta pani na obrazku =_= kill me please

– ŁOO JAAA MAMA PATRZ WARZYWA! – dziecko piszczy z zachwytu jakby nigdy warzyw nie jadło, wszyscy patrzą na nas jak na wyrodnych rodziców, którzy dziecko żywią tylko czipsami, mięsem i łzami swoich wrogów.

Na dziale z ciuchami znalazlas fajna spodniczke? I co? Że niby chcesz iść do przymierzalni….Z dzieckiem?!? Tylko poczekaj.

– Mama nie musisz się zasłaniać, nie jesteś taka gruba, obiecuje ze nie będę się śmiać!

=_= ty gadzie mały…

Wreszcie koniec!

 

– Dobra, daj autko, pani musi je skasować.

– Nie! To moje!

– No tak, twoje, ale najpierw trzeba za nie zapłacić, daj je tej pani.

– Nie! To moje autkooo ;(

– Tak, ale ta pani musi je skasować żebyśmy wiedzieli ile zapłacić. Pani zrobi CYK światełkiem i Ci odda.

– Nie!

– Prosze oddać.

– Buuu…Dlaczego zabieracie mi moje autkooo? ;( buuuu. O, Mama patrz, oddała mi! 🙂 🙂 🙂

– . . . eh.

Pozdrawiam wszystkich ludzi z dystansem i poczuciem humoru! Jeżeli czułaś jakbyś czytała o sobie i właśnie tak wyglądają twoje zakupy z dzieckiem, przybij pionę! Hell yeah!

Pozdrawiam, Pani Miniaturowa – polub mój fanpage na Facebooku, aby być na bieżąco z nowościami na stronie 🙂

(Wizyt 434 times, 1 wizyt dzisiaj)