Rodzicu nastolatki masz prawo zachować milczenie!

Jakiś czas temu czytałam jak jedna pani żaliła się na męża. Nie jest to rzadkie zjawisko, ale do rzeczy. Małżonek dobrodusznie powiedział ich nastoletniej córce, żeby uczyła się tylko tego co ją naprawdę interesuje i co uważa za ważne. Idea piękna, ale okazało się, że rodzic  wykonał sobie strzał w stopę. Bardzo bolesny strzał, zwłaszcza dla ambitnej mamusi, która nie może znieść myśli, że córka aż za mocno wzięła sobie do serca „genialną” radę taty.

Co się dzieje? Córeczka dostała już kilka jedynek z historii, czy tam biologii i jest problem, bo grozi jej zawalenie roku. Młodociana sprawę ma głęboko w nosku, ponieważ „tata powiedział”, a słowo taty rzecz święta, a ona ma już 14lat, więc „odczep się mamo, jestem już dorosła”. I tu pytanie mamy, cóż począć?

Wzięłabym kolorowe czasopismo, zwinęła ciasno w rulonik i pacnęła nim kolejno córkę i męża, co by się opamiętał z takimi życiowymi mądrościami sprzedawanymi nastoletniemu, zbuntowanemu dziecku. Ale, że to jest przemoc, a przemoc to przestępstwo,a przestępstwa są tylko dla…ha! tu Cię mam, dla przestępców…

Pani Mama tłumaczyła, rozmawiała, prosiła, błagała, nauczycielom w rękaw płakała i nic. Córka uczyć się „nadprogramowo” nie chce. Pan Tato problemu nie widzi i niespecjalnie reaguje, ponieważ zarabia na dobrobyt rodziny za granicą. I co robić? Dobra rada ode mnie:

Rodzic nastolatki? – masz prawo zachować milczenie!

Wytłumacz raz, porozmawiaj, spytaj jak sobie młodociana wyobraża swoją dalszą przyszłość, a potem…zostaw. Niech dostaje dalej te jedynki. Niech siądzie na drugi rok w tej samej klasie. Skoro ma 14lat i uważa się za taką dorosłą to proszę bardzo niech pozna smak odpowiedzialności i niech na własnej skórze odczuje jaki to problem. Niech sama chodzi do nauczycieli prosić o możliwość poprawki, niech sama potem zakuwa do egzaminu w sierpniu, czy zawala rok jak ma taki kaprys. Jej szkoła, jej życie, jej „dorosłe” decyzje. Rodzic tłumaczył, prosił, rozmawiał – bez skutku. Co jeszcze ma zrobić? Grozić rzuceniem się z mostu byleby zbuntowana córa posłuchała?

Przydałaby się rozmowa z ojcem dziewczyny. Powinien sprostować swoje słowa, bo przynoszą one więcej szkody niż pożytku. Negatywne skutki go omijają, bo „siedzi sobie” bezpiecznie za granicą i nie docierają do niego krzyki domowych awantur o oceny. Co najwyżej żonine marudzenie do słuchawki.

Pewnie wielu z Was podjęłoby łagodniejsze kroki, ale ja jestem jakaś dziwna. Lubię konkrety i zdecydowanie działanie, nie wyobrażam sobie co tydzień ględzić o tym samym upartej nastolatce i chodzić co miesiąc do szkoły błagać nauczycieli o litość nad krnąbrną uczennicą. Nie chce się uczyć to proszę bardzo… Ale wiecie co, znam siebie samą aż za dobrze i pewnie bym nie wytrzymała w ciszy i spokoju… Wytykałabym córce wszystkie możliwe negatywne skutki, pokazywałabym jak może skończyć się takie zachowanie, dowcipkowałam o slumsach, patologii i kreśliła katastroficzne wizje, może to by dało dziewczynie do myślenia? A jak nie, to co dalej? Olać, walczyć dalej?  Nie wykupiłam licencji na wychowanie 😉 mój sposób może być denny, nie twierdzę, że nie, dlatego jestem ciekawa co Wy o tym sądzicie. Jak zachowalibyście się na miejscu matki dziewczyny?

Pozdrawiam,

Pani Miniaturowa

Skip to content