Wieś jedzie na wieś – urlop Miniaturowej

Posted on Posted in Lifestyle

To jest wpis o niczym, dlatego jest taki długi i ma mnóstwo zdjęć. Na urlopie miałam być produktywna, jak koszmar niegdysiejszych limitów unijnych na mleko – krowa Mućka z Polski. W sumie gabarytami pasuję, choć wolę o sobie myśleć, że jestem takim uroczym cielaczkiem. Takim co to cię omymla jęzorem w podzięce za danie czegoś pysznego. Chociaż… to by już podpadało pod soft porno wieś edition, także chyba jednak wymiękam. Sorry! Przy kompie miałam zrobić rzeczy milion. Tymczasem na blogu robię NIC, milczę. Czasem ewentualnie trochę postrugam wariata na fanpage. Jest fajnie!

Co robię jak mnie nie ma? Gajowy ściągnął mi kryształowe buciki i zamienił je na znoszone adidaski, koronę schował do szuflady, a różową suknię balową kazał odwiesić do szafy. I wywiózł księżniczkę w teren. Daleko jechać nie musieliśmy, bo mieszkamy na końcu miasta.

Wzięło mnie na wspomnienia

Pamiętam czasy, gdy koleżanki śmiały się ze mnie, że czemu mówię, że jestem z Opola, jak do mnie się jedzie i widać wieś. I czuć. Nawet bardzo czuć wieś, bo te 20 lat temu w naszej okolicy było o wiele więcej gospodarstw niż teraz. Byłam wieśniarą. W sumie to nadal jestem wieśniarą z miasta. Dziewczyny z bloków lubiły mi z tego powodu dokuczać, że u nas śmierdzi, że pewnie autobusy nie dojeżdżają, a do sklepu mamy milion kilometrów. Do dziś, gdy tłumaczę, że życie na peryferiach jest zarąbiste, ludzie łapią się za głowę „ty to chyba stuknięta jesteś, przecież tam nawet kina nie macie, ani przychodni, a do sklepu to już w ogóle wyprawa jak na księżyc”. To dziwne, bo ja zauważyłam coś innego. Sklepy są, supermarket jest, przychodnie mam niecały kilometr od domu, przedszkole jeszcze bliżej, a szkoła pół uliczki dalej, więc ktoś tu ma bardzo nieaktualne informacje na temat życia na peryferiach. A że kina nie ma? No faktycznie dramat, bo przecież chodzi się tam codziennie. Podjechać 7 km do centrum do kina to nie wyprawa na koniec świata, idzie to przeżyć. Tak samo daleko, a nawet dalej mają ludzie mieszkający W MIEŚCIE, ale w innej dzielnicy 😉

„U was to pewnie psy dupami szczekają taka wieś!”

Nie wiem skąd to dziwne przeświadczenie, że na peryferiach miasta lub na wsi to szkoły nie ma, sklepu, o opiece medycznej można pomarzyć, a ludzie muszą się leczyć mysim gównem uzbieranym w polu. Faktycznie na nowo budowanych osiedlach pod miastem nie ma nic, bo jakiś arcy-cymbał urbanistyki zaprojektował je tak, że jest tylko jeden wielki plac z domkami lub blokami, a do najbliższego sklepu, czy choćby przystanku autobusowego trzeba rżnąć z buta przez pół dzielnicy. Ale nasza okolica jest zagospodarowana od stuleci i ludzie zdążyli zrobić to w miarę sensownie. Pierwsze wzmianki w kronikach pochodzą z 1236 roku. Tak czy inaczej zawsze bawiło mnie ubolewanie koleżanek, że ja to biedna taka jestem i muszę mieszkać w domku z ogródkiem, mam (miałam, bo u Gajowego mieszkamy bliżej lasu) widok na pola i rzekę, a w pobliżu NIC nie ma bo to takie zadupie. Och, smuteG wielki (ironia). Faktycznie nic nie ma: ani korków, ani smrodu spalin, ani tłumów obcych ludzi. Dramat. Jak tak w ogóle można żyć na krańcu świata, 7 km od centrum… Koszmar 🙂

„Jejku, jaka ty biedna jesteś!”

Mieszkanie koło gospodarstw nigdy mi nie przeszkadzało. Owszem, aromaty czasem się zdarzały, ale to była szczęśliwa zdrowa kupka od szczęśliwych zdrowych zwierzątek. Natomiast w mieście może spotkać cię zaduch, smog, smród spalin czy kanalizacji. Zajrzyj też w pierwszą lepszą bramę, a potem zrób głęboki wdech, fuj! Nie chcę toczyć sporu gdzie jest lepiej, a gdzie gorzej, bo każde miejsce ma swoje wady i zalety. Moim zdaniem dużym przegięciem jest płakanie mi w ramię, że mam takie koszmarne życie, bo MUSZĘ mieszkać poza miastem. Lol, co kto lubi. Dla mnie jest bombowo i jakoś nigdy nie czułam się pokrzywdzona przez los. Wręcz przeciwnie, myślę, że moją najlepszą decyzją w życiu było zostać tu gdzie mieszkam. O ile nic się nie zmieni,  nie przeszkadzałoby mi spędzić tutaj całe swoje życie. Dorastałam obserwując jak sąsiedzi, rolnicy z prawdziwego zdarzenia, ciężko pracowali w polu. Wiedziałam mniej więcej, co i o której godzinie robili, ile czasu i wysiłku włożyli w każdą rzecz jaka nas otaczała. To nauczyło mnie szacunku do cudzej pracy. Łąki, pola, świnie, kury, gęsi, krowy, mnóstwo roboty dla całej rodziny. Pierze, jajka, mięso, mleko, słoma, ‚zielonka’, zapach soczystej, świeżo skoszonej łąki, którego nie da się porównać do niczego innego na świecie. A to wszystko tuż za oknem. Moja mała, ukochana wieś w mieście. Nigdy nie rozumiałam co w tym takiego strasznego. Ja byłam zachwycona. Nie wadziła mi nawet mucząca o 6 rano krówka. 

Urlopowe priorytety

Jak na prawdziwego wylidż pipola przystało, urlop spędzamy w galerii handl… błąd! Pojechaliśmy na jeszcze większe wygwizdowo, bo tam jest fajnie! Cisza, spokój, nikt nie marudzi, pies sobie biega, ja się opalam, Gajowy łowi rybki – idealnie! Nawet nie miałam czasu jeść śniadania w domu, bo gdy tylko otworzyłam lewe oko, już padało pytanie:
– JEDZIEMY JUŻ?
– Dopiero się obudziłam…
– Jedziemy już?
– Ale jak już, już już? Tak teraz-już?
– Teraz.
Wobec tego spakowałam butelkę wody, dwie kanapki żeby z głodu nie paść i coco dżambo i do przodu! Dlatego właśnie na blogu świeci pustkami, a mój nos świeci czerwienią. Żmijowa łuska na mym nosie jest odporna na wszelkiego rodzaju kremy przeciwsłoneczne i zawsze muszę go sobie zjarać 🙂 Cała reszta ciała postanowiła w dalszym ciągu straszyć bielą, bo jestem absolutnie nieopalalna. Mogę się co najwyżej węglem próbować usmarować, to moja jedyna szansa, żeby choć odrobinę zmienić koloryt mojej skóry.

Troszkę kultury kurde!

Żeby nie było, że tylko się obijam, powiem Wam, że robię coś jeszcze! Czytam. Wow. Nie jestem kotletem (choć do pulpeta jest już niebezpiecznie blisko!),  nie smażę się całymi dniami na słońcu. Szok! Miniaturowa ma czas na czytanie! Tłumy szaleją i wiwatują. Od roku ludzie z niecierpliwością pytają, co czym, co lubię, czym się jaram i czy czytałam najnowszą blogerską książkę o pierdołach? O pierdołach nie lubię, ckliwych różowych bąbelków też nie. Ostatnimi laty coś mnie wzięło na praktyczne rzeczy, więc zaliczam takie pozycje jak Zakamarki Marki, Finansowego Ninja. A teraz wcinam sobie Domowy Survival i muszę Wam powiedzieć, że jest arcyciekawy! Jak już czytać książki blogerów, to jakieś konkretne kąski 🙂 Książka oczywiście należy do Gajowego, który z uporem maniaka będzie mi powtarzał, że nie czyta blogów. Tak, tak. Oczywiście 🙂 Tylko ‚czasami’. 

Wieś jedzie na wieś

Ryby połowione, pogody na nocowanie pod namiotem nie ma, a i tyłek trzeba zgnieść innym, najlepiej cudzym fotelem. Dlatego za kilka dni wybieramy się w góry, by nie znudziły się nam nasze swojskie widoki. To będzie krótki wyjazd, bo mamy inne, bardzo ważne wydatki. Zwiedzaniem pełną gębą bym tego nie nazwała, bo zdrowie mi nie pozwala, ale takim turystycznym lizaniem już tak 🙂 Ciekawi? Szczegółów dowiecie się już niedługo. Tymczasem zapraszam do przeglądnięcia migawek z ostatniego tygodnia.

Ściskam, Wasza Miniaturowa w kolorze, tak jak sobie tego życzyliście. 

Przyznaje się do pielęgnowania podejrzanych związków z drzewami w trakcie mojego urlopu 🙂

 

Czasem po prostu tylko na nie patrzę, uwielbiam las!

Więcej lasu!

Takie omszałe potwory też nie są mi straszne.

Ale nad wodą też jest pięknie!

Taką małą wodą również 🙂

 

Pies jest zdruzgotany poziomem lenistwa, który prezentuję w trakcie urlopu.

Czasem nawet nam się nie chce ruszać z ogródka.

By za kilka godzin znów wrócić w to samo magiczne miejsce 🙂

Jak z bajki!

Mam nadzieję, że ten wpis o niczym przypadł Wam do gustu. W szkicowniku bloga, niczym w czyśćcu, czeka na moje zmiłowanie ponad 40 artykułów. Kiedyś się za nie wezmę, obiecuję! Tymczasem pędzę obijać się dalej. Nie mogę zmarnować ani chwili mojego urlopu.

Pa :*

 

(Visited 177 times, 1 visits today)
  • Pingback: Siedlisko Czarny Kot - wczasy w Kotlinie Kłodzkiej - Pani Miniaturowa()

  • Świetny tekst i piękne zdjęcia! Kurczę, dzięki temu wpisowi trochę tęskno mi się zrobiło za wiochą, w której przed laty pomieszkiwałam… Zazdroszczę psa, który Tobie nie ucieka – mojego strach ze smyczy spuścić :/

  • Świetne zdjęcia, zwłaszcza to zielone omszałe. 😀 Baw się dobrze i wypocznij!

  • Zazdroszczę takiego urlopu! 🙂

  • Super zdjęcia <3

  • Tyle lat na wsi i patentu z leczeniem się mysim gównem nie znałem! 😀

  • Ugotowanepozamiatane.pl

    Ale super drzewo do treehugingu!

  • Qurde, ale zajbiste miejsce! Wieś czy nie- jest magicznie! <3
    Cziluj i czytaj – takie okazje nie czesto się przecież zdarzają 😉

  • Wieś, a wieś to jest różnica 🙂

  • Ale pięknie <3
    Ja na urlopie tak się rozleniwiam, że jestem totalnie bezproduktywna…
    Już czekam na poniedziałek i mój wyjazd do mazurskiego lasu.
    Będzie cudownie :)))

  • Ja też wieśniara. Niby miasto, ale szlaka zamiast asfaltu i pełno gospodarstw i pól. Dopiero teraz robi się tam nowomodne osiedle :p
    A jak byłam nastolatką, to rodzice wybudowali dom w rodzinnej wsi mamy. Wieś nazywa się Kurnędz.
    Ileż to śmiechów był, jak mówiłam gdzie mieszkam.

  • Regularnie uciekam na wieś! 😉 Na szczęście Teściowie kupili chatę z ogromem ziemi, niedaleko rzeczki! Mało tam co prawda kur, krów, za to po polach biegają zające , sarny i lisy 🙂
    Udanego wyjazdu w góry! 🙂

  • Tymczasem życzymy udanego urlopu! 😉 Każdemu się należy! A wieś jest fajna <3

  • Ja właśnie wróciłam z urlopu, który miałam szczęście spędzić na peryferiach i przyznam Ci, że takie wakacje z dala od miasta są najlepsze. Co do koleżanek ze szkoły, to trzeba mieć ciężką skorupę, bo dobrze pamiętam, że niektórym nigdy się nie dogodziło. Takie charaktery, a może zazdrość? W każdym razie mój urlop był wspaniały :).