Panikara nie obudzi się z ręką w nocniku

Ludzie nieustannie wyśmiewają moje czarnowidztwo i skłonności do niepotrzebnego panikowania. Podkreślę, niepotrzebnego, zupełnie niegroźnego panikowania. Takiego „mojego”, na zapas. Wiem, że w sytuacjach kryzysowych, jestem w stanie zachować opanowanie i choć stres sprawia, że dygoczę jak osika, nie zemdleję, pomogę, a z całą pewnością nie będę przeszkadzać niepotrzebnymi nikomu histeriami. Taka ze mnie panikara, pozytywna.

Lubię poczucie bezpieczeństwa

Nie dla mnie adrenalina, oglądanie horrorów dla rozrywki i skoki bungee. Mi wystarczy zaglądnięcie dla dzienniczka Omena. Limit nerwów zostaje wyczerpany też w piątek, gdy o 15:58 wchodzi klient, który chciałby coś zamówić, ale tak właściwie to nie wie, co by chciał – „Takiego dyngsa co robi rzeczy”. I opisuje mi rakietę kosmiczną, która robi „piu, piu, piu” laserem, a ostatecznie wychodzi ze ściereczką z mikrofibry. Przejdźmy do rzeczy. Nie jestem wzorem dorosłych cnót, ale w miarę na bieżąco staram się ogarniać wszelkie dorosłe odpowiedzialności, typu: ” za dwa miesiące kończy ci się OC, uzbieraj hajs i idź opłać OC w terminie”. Takie rzeczy, o dziwo, trzymam w garści, mimo, że mam koszmarne problemy z pamięcią. Uff…

Lubię myśleć o przyszłości. O tej przyjemnej, gdzie urządzam swój nowy dom, który kupiłam za kasiorę wygraną na loterii. I zakładam hodowlę kotów rasy Mein Coon, a nie rottweilerów, łamiąc mojemu biednemu Tacie serce. Zawsze byłam czarną owcą rodziny, byłam przekonana, że o tym wie…ale żeby koty hodować? Tfu! Myślę też czasem o tej nieprzyjemnej przyszłości, o tak zwanej „czarnej godzinie”. Wiem, że jest nieprzewidywalna i przychodzi ona nieproszona. Mimo wszystko staram się ją choć odrobinę przewidzieć, a co najważniejsze – zapobiegać jej negatywnym skutkom! W mojej głowie migają różne scenariusze, od spraw błahych, po poważniejsze problemy. Na każdy z nich próbuję się choć odrobinę przygotować, choć może nie tak maniakalnie, jak najbardziej ortodoksyjni prepersi.

Cudze wspomnienia wagi ciężkiej

Lubimy te klimaty z Gajowym, ale w granicach zdrowego rozsądku. Przygotowanie tak, byleby nie przesadzać. Nie gromadzimy zapasów wody na dwadzieścia lat w baniakach zakopanych w ogródku, ale awaryjna zgrzewka wody zawsze się znajdzie. Lepszy rydz niż nic. Wielu ludzi gromadzi zapałki,  żywność, którą łatwo przygotować, gdy nie ma wody, prądu lub gazu. Jak dla mnie to nie takie głupie. Czy wiecie, że w czasie Powodzi Tysiąclecia, w 1997 roku ceny chleba skoczyły w niektórych rejonach nawet do 10zł, a o kupnie wody w butelkach można było tam tylko pomarzyć? To właśnie w obliczu największych katastrof z ludzi wychodzą ich najlepsze, ale i najgorsze instynkty. Wszyscy myślą, że największym problemem jest zniszczenie dobytku, brak żywności i wody zdatnej do picia, a policja i wojsko pilnują domów, żeby złodzieje nie szabrowali zalanych majątków. Niestety są gorsze rzeczy. Ludzka psychika, która w sytuacjach kryzysowych staje się naszym wrogiem. Klęski żywiołowe powodują silne emocje, a wszechobecny strach uaktywnia zwyrodnialców i potwory w ludzkiej skórze. Wzrasta liczba zabójstw, również tych wyjątkowo brutalnych, które popełniane są zupełnie bez powodu. Wolałabym siedzieć bezpiecznie w domu niż wychodzić na zalane ulice z taką wiedzą. Wolę mieć zapas swojego jedzenia i picia…nie zaszkodzi też coś do obrony. Przesadzam? No cóż…przecież KOMUŚ się to kiedyś przydarzyło. Jaką mam gwarancję, że nigdy nie przydarzy się mi? Tak, szalona panikara to ja. Trudno. 

Lżejsze myśli Miniaturowej

Wyjdźmy z tematów „i tak ci się to nigdy nie wydarzy” i przejdźmy zgrabnie do „takie coś może się wydarzyć każdemu”. Nie jesteśmy nieśmiertelni. Na świecie są choroby, wypadki, a tuż za nimi czai się śmierć. Co się stanie z moim dzieckiem? Jak sobie poradzi? Kto i za co będzie dbał o jego potrzeby, gdy mnie zabraknie? Czy rozmyślanie o takich sprawach też jest sygnałem, że na drugie imię powinnam mieć Panikara? Nie wybieram się jeszcze na drugą stronę, ale w niedalekiej przyszłości chcę zadbać o moje dziecko. Są różnego rodzaju polisy, ubezpieczenia, czy choćby zwykła „bankowa” skarpeta, do której mogę odkładać drobne sumy co miesiąc. Dla mnie liczy się też to, by jedna zaufana osoba miała dostęp do tego konta, bo bankom zdarzało się już wchłaniać „niczyje” pieniądze. Ludzie często powtarzają mi, że nie mają pieniędzy na takie przygotowania, oszczędzanie, zbieranie na swoją emeryturę czy przyszłość dziecka. A przecież wystarczy, że zaczniesz od „głupich” 10-20zł miesięcznie. Owszem, to nie jest majątek, to nie jest coś, co uratuje ci tyłek przed chłodem i głodem, ALE to zawsze jakiś początek, prawda?

Samo życie

Myślenie o przyszłości nie zawsze musi być złe. A może za te 20zł miesięcznie kupisz po dwóch latach wymarzony prezent dziecku? Albo coś dla siebie? Ja kiedyś zbierałam po kilka złotych. Nie było mnie stać na więcej. Mieliśmy bardzo duże problemy z pieniążkami, albo raczej one miały problem z nami, bo zupełnie nie chciały do nas przychodzić. Wiecie na co wydałam 70zł, które z takim trudem zbierałam przez kilka miesięcy? Na leki dla dziecka, gdy byliśmy w naprawdę ciężkiej sytuacji. Dlatego uważam, że zawsze warto oszczędzać nawet te kilka złotych. Bo czarna godzina nie wybiera. Ona po prostu przychodzi, ściska za gardło i podcina nogi.

Mój dzisiejszy wpis jest chaotyczny i co chwilę zmienia kierunek – zupełnie jak życie, którego nie da się przewidzieć

Dlatego ja próbuję wychodzić naprzeciw jego wyzwaniom. Nie poddaję się tylko walczę, prę naprzód. I choć robię to bardzo małymi kroczkami, to jednak poruszam się przed siebie i to jest najważniejsze. Ta panikara nie obudzi się z ręką w nocniku! A przynajmniej ta ręka nie będzie tkwiła w nim tak głęboko…

 A Ty co robisz z myślą o przyszłości? Czy też masz skłonności do przesady, jak Pani Miniaturowa?