Idź na szkolenie, zostań królową życia

Pandemia przyczyniła się do gwałtownego wzrostu liczby firm szkoleniowych, które oferują swoje usługi za pośrednictwem internetu. Moja tablica i służbowy adres e-mail zalewane są codziennie kilkudziesięcioma mailami oferującymi najróżniejsze szkolenia. Unsubscribe z uporem maniaka nie działa, złe linkowanie twórcy newslettera niby, że przypadkiem, a może jednak zabieg celowy? Lada moment schylę się do lodówki w supermarkecie po paczkę żarcia, a ktoś wepchnie mi od tyłu kolejną ofertę kursu…

Do kakofonii ofert dochodzi zgiełk, który generują pseudokołczowie i mówcy (de)motywacyjni. Przez ten chóralny jazgot dociera do mnie, że już nigdy nic nie osiągnę, ni krzty sukcesu jeżeli nie spocę się umysłowo na cudownym kursie za jedyne 1499 zł w promce z 1999 zł! Idź na szkolenie, zostań królową życia! Bez szkolenia jesteś bliska zera! Łapcie certyfikaciki, albo jesteście nikim.

Wyruchali nas na papierze ze złotym orzełkiem

I na złotówki. Gdyby zamykać wszystkie firmy, w których połowa badanych po szkoleniu lub kursie nadal nie ma pojęcia o temacie, to ja nie wiem ilu kołczbiznesów ostałoby się przy życiu. Dokształcać trzeba się z głową. Solidna, w naszym mniemaniu, firma nie zagwarantuje sukcesu. To, że ktoś potrafi długo utrzymywać taki biznes na rynku nie znaczy, że zna się na robocie. Może po prostu dobrze umie wpychać ludziom kursy.  Trzeba czytać opinie o danym szkoleniu i najlepiej, żeby było ich więcej niż córki prezesa, koleżanki szefa i stażystki z działu marketingu…

Jak Miniaturowa trafiła na szkolenie, z którego nie wyniosła nic poza saszetką cukru…

Jestem osobą z wyższym wykształceniem, nigdy nie miałam problemu ze skleceniem dwóch zdań, 2 razy 2 też miałam opanowane. Nauka nie sprawiała mi kłopotów. Aż przyszedł mail od bardzo ważnej wkurwionej pani z bardzo ważnej instytucji, która wysłała mnie na staż =_= … po 9 miesiącach stażu obudzili się, że odbycie dowolnego wybranego szkolenia jest obowiązkowe w programie stażowym! (I mam za nie zapłacić sama) W programie, który kończył mi się za kilka dni… Udowodniłam ważnej wkurwionej pani, że w ich regulaminie i trójstronnej umowie nie było ani słowa o tym, że trzeba obowiązkowo zrobić szkolenia, ale ważna wkurwiona pani postraszyła mnie i pozostałych absolwentów, że jak tego nie zrobimy, to nie zaliczą nam stażu i każą zwracać wszystkie wypłaty. Dziś poszłabym z tym do prawnika, wtedy byłam zbyt wystraszona, żeby pomyśleć o radzeniu się kogokolwiek. Lecz do brzegu…

A taka fajna była, amerykańska

Firmę wybraliśmy, niby porządna, w ładnym biurowcu, z miłym właścicielem, szeroka oferta szkoleń, X lat na rynku. Niestety kurs okazał się być totalną klapą. Nie przekazywano nam ani grama przydatnej wiedzy. Co gorsza to właśnie właściciel prowadził zajęcia i nie było nawet komu się poskarżyć, że jego monolog zachwyconego pasjonaty zupełnie do nas nie trafia. Miały być podstawy, a zrobiło się z tego kółko adoracji programu „X” przez pana, który w życiu kochał 2 rzeczy: swój głos i program „X”.

Miło było popatrzeć na te wszystkie sztuczki i ciekawostki, ale ja tam kufa nie poszłam na występy cyrkowe i kabaret na komputerze. Notowałam wszystko, wykonywałam wszystkie ćwiczenia, próbowałam powtarzać je w domu. Echo dudniące w mojej głowie (i pozostałych kursantów również, bo podpytywałam delikatnie między zajęciami) wyraźnie wskazywało na to, że to zdecydowanie nie są podstawy tylko baśń 1000 i 1 nocy… Chciałam się tego nauczyć, bo to naprawdę wartościowa wiedza, ale ni w ząb, nie było tam obiecanych podstaw, a bez nich nie w sposób było ruszyć dalej. Prowadzący tego nie widział i nie rozumiał. Widowiskowo zmarnowałam czas i pieniądze obywateli, bo program stażowy ostatecznie zwracał pieniądze za szkolenie. Wybacz, ludu!

To co robić?

Jaki z tego morał? Zgłaszać prowadzącemu lub do biura firmy, że coś nie pasuje. Szkolenie ma być dla Ciebie, a nie dla łechtania ego prowadzącego. Czegoś nie rozumiesz? Pytaj, dociekaj, mają sprawić, żebyś zrozumiał. Przecież za to płacisz! Kurs zakończony, certyfikat uzyskany, a Ty dalej porywy wiatru między uszami? Część firm (a może wszystkie, nie wiem?) zwracają pieniądze niezadowolonym klientom. Tylko zastanów się, jak udowodnisz, że chciałeś, uczyłeś się, próbowałeś, a dalej nic nie kumasz? W grę wchodzi też przyznanie się przed obcymi ludźmi, że czegoś nie rozumiemy, nie umiemy, nie poradziliśmy sobie. Dla niektórych nie do przeskoczenia. Ale pamiętaj o najważniejszym – jesteś klientem, masz być usatysfakcjonowany!

Obserwując poczynania znajomych podpowiem Ci lifehack: zanim zapłacisz komuś grubą kasę za kurs lepienia marzeń z powietrza, sprawdź dokładnie jego tematykę, zakres, co tak właściwie będzie omawiane… i znajdź to samo za darmo w necie. Prawie zawsze się da.

Pozdrawiam
Pani Miniaturowa

PS: Nawet wzięcie udziału w profesjonalnym szkoleniu, które naładuje Twoją głowę potężną dawką wiedzy nie gwarantuje Ci sukcesu w życiu lub w biznesie. Doszkalanie musi być elementem uzupełniającym, nie istotą całego Twojego pomysłu na siebie.

 


Fanpage Pani Miniaturowa – wejdź i polub mój profil, aby być na bieżąco!
Instagram miniaturowa.pl
Twitter PaniMiniaturowa

Skip to content