Błędy początkującego blogera, które popełniałam z uporem maniaka

Nie wierzę w bajeczki opowiadane mi przez ludzi, którzy bloga mają dopiero dwa dni, a już jest perfekcyjnie odwalony, profesjonalny od A do Z w każdym calu i ma milion pięćset sto dziewięćset fanów. Wciskają kity, że nigdy nie mieli styczności z blogami, nie mają pojęcia o marketingu, a to jest ich pierwszy, najpierwsiejszy i jedyny blog w życiu. To jest po prostu nierealne. Nie rozumiem ludzi, którzy wstydzą się swojej prawdziwej historii. Jesteśmy tylko ludźmi, każdy z nas zalicza jakieś małe potknięcia, dlatego dziś przedstawię Wam błędy początkującego blogera, które popełniałam z uporem maniaka.

Błędy początkującego blogera (który chciałby się wybić)

1. Założenie bloga na jakimś badziewiu

Choć bloguję od szesnastu lat przyjmijmy, że na poważnie wzięłam się za ten sport dopiero trzy lata temu. Nazwę bloga wymyślałam około trzech-czterech dni, niestety na wybór platformy blogowej nie poświęciłam tyle czasu, a szkoda. Większość list z gatunku „błędy początkującego blogera…” rozpoczyna się od kwękania na temat tej źle wybranej. Otóż… ja też to zrobiłam! Wpakowałam się w bagienko na jakimś blog pe el czy innym w tym guście, nie pamiętam dokładnie, bo wyparłam to z pamięci 😉 Moja przygoda na tej platformie skończyła się zanim się dobrze rozpoczęła. Najpierw przez parę tygodni nie dało się nigdzie zalogować, a potem wszystko padło i straciłam kilka artykułów, które zdążyłam opublikować. Brawo ja. A trzeba było od razu włączyć mózg i założyć bloga na WordPressie, a najlepiej uwić sobie przytulne gniazdko na własnej domenie.

2. Grafika z prehistorii

Nie rozumiałam o co chodzi kolesiowi, który dowcipkował, że na moim blogu czuje się jakby włączył Windows`95. „Fajnie się czyta, ale rzygam tą grafiką”. A ja byłam blogową romantyczką i myślałam, że ludzie przymkną oko na to, że swoje teksty podaję im na spleśniałej tacce zamiast na pozłacanym, ręcznie malowanym talerzyku z najdroższej porcelany. Was to bawi, ale to są ludzkie dramaty (hasztag smuteg!), jak wszyscy zamiast pisać „omajgad temat taki ważny, sprawy takie ciekawe, kocham Twojego bloga” piszą Ci, że „Tekst fajny, ale oślepłem przez grafikę”. Niektóre błędy początkującego blogera uwierały mnie jak cierń w tyłku. I mimo wszystko uparcie tkwiłam w szopie zamiast wyjść na salony. Oj uparta byłam.

3. Nieujednolicone kanały social media

Mnóstwo autorów, których odważyłabym się nazwać „doświadczonymi” z rozkoszą popełnia właśnie te błędy początkującego blogera. Nazwa www Różowe Kwiatuszki, fanpage Fioletowe Kłębuszki, twitter Kolczaste Pipuszki, a jak klikasz kontakt to wyskakuje Ci mail wypruwaczflakow666@… Geniusz! To przyciąga uwagę faktycznie, ale niecierpię, jak szukam nazwy bloga po nazwie fanpage lub na odwrót i znajduję wszystko tylko nie tego blogera, którego usilnie staram się polubić/poczytać. Nie utrudniajcie czytelnikom drogi do siebie! U mnie też nie jest idealnie, ale Twitter to łajza i nie pozwala zmieniać nazwy profilu, a przynajmniej ja nie dotarłam do tej opcji. Dlatego też równy szyk wszechobecnej Miniaturowej burzy Parzydełko, które zostawiłam na pamiątkę po poprzedniej nazwie bloga. No spójrzcie tylko jaka ja sentymentalna jestem 🙂

Edit: Człowiek uczy się przez całe życie! Jeszcze rok temu nie umiałam zmienić nazwy, ale teraz dzięki podpowiedzi czytelniczki Karoliny mogłam zmienić nazwę mojego konta na Twitterze 🙂 Dziękuję!

Znaleźć mnie można na:
Facebooku Pani Miniaturowa
Google+ Pani Miniaturowa
Instagramie Miniaturowa
Twitterze Parzydelko  Pani Miniaturowa

4. Późne przeproszenie się z Disqus

Jest to „maszynka do komentowania”, jak to sobie lubię po ignorancku nazywać. Disqus ma tyle samo zwolenników co przeciwników. Ja lubię i używam. Żałuję, że zrobiłam to tak późno, bo naprawdę ułatwia życie, poprawia czytelność komentarzy (wg mnie). Można je też oceniać, czy wyróżniać, przy czym nie są to jedyne opcje disqusa. Żebyśmy mieli jasność, nie jestem z tych, co to toczą walki o „jedyny słuszny sposób postępowania”. Nie namawiam nikogo do montowania disqusa. Najczęściej po prostu rezygnuję z komentowania, jeżeli nie mogę tego zrobić łatwo i szybko. Nie dla mnie milion rubryczek do wypełnienia, klikanie obrazków, rozwiązywanie zadanek matematycznych i trzykrotne zaznaczanie, że nie jestem spamerem. Szanuj czas Twoich czytelników, a chętnie poświęcą Ci kilka swoich cennych minut.

5. Nieuzasadniona niechęć do promowania bloga

Nie mówię, że masz być spamerem, nie każę Ci nawet wydawać kieszonkowego, stypendium, czy też pensji na promowanie bloga na Facebooku. Po prostu załóż fanpage i wrzucaj tam linki do bloga, to absolutne minimum! Wiesz ile osób obejrzało mojego poprzedniego bloga w ciągu pierwszego miesiąca od otwarcia? Sześć (6!), bo wiedziały o nim tylko dwie osoby i chyba z litości poleciły go swoim znajomym. Nie wstydź się tego, co robisz, działaj w kilku różnych miejscach, gdzie mogą kryć się Twoi potencjalni czytelnicy. Jak widzisz Link Party – weź udział, tylko przeczytaj dokładnie zasady! Odwiedź również inne osoby biorące udział w zabawie. Komentuj inne blogi, lajkuj, reaguj, odpisuj na pytania zadawane przez autorów – rób wszystko to, co chciałbyś żeby ludzie też robili na Twojej stronie. Kiedyś tego nie robiłam, bo nie wiedziałam, że taka możliwość w ogóle istnieje. Nie miałam nawet fanpage bloga na Facebooku. Nikomu nie mówiłam o blogu, a jednocześnie chciałam, żeby tłumy ludzi wchodziły na niego i komentowały moje artykuły. A pytanie zasadnicze brzmi: Skąd oni mają wiedzieć, że Twój blog istnieje?! Mów o nim, zaznacz w internecie swoją obecność. 

Koniec spowiedzi!

Dobra koniec tego klęczenia grochu. Grzeszków popełniałam więcej i pewnie niektóre nadal popełniam, ale chwilowo nie przeszkadzają mi one w blogowaniu na tyle, aby coś konkretnego z tym robić. Jeżeli jesteś początkującym blogerem koniecznie poszukaj więcej wpisów takich jak mój. Ucz się na cudzych błędach i nie ufaj nikomu, kto twierdzi, że od początku był super-hiper. Ja się swoich nie wstydzę, bo wszystko jest do poprawienia, ogarnięcia, dogrania. Błędy początkującego blogera choć bywają różne, nikogo nie omijają! 

 


Wiem, że nie każdy chętnie chwali się swoimi błędami i wpadkami, ale może opowiesz nam co wyprawiałeś na początku swojej blogowej przygody?