Słodkie grzeszki naszego dzieciństwa

Lubimy sobie usiąść z Gajowym w altanie i słuchać szumu wody wpadającej do stawku. Pogrążamy się wtedy w rozmowach o wszystkim i o niczym, lecz najwięcej czasu poświęcamy na słodkie wspomnienia z dzieciństwa. Okazało się, że każde z nas ma na sumieniu słodkie grzeszki, do których wciąż wracamy z przyjemnością.

Kto by pomyślał ile rzeczy może nas łączyć. Oboje byliśmy wyjątkowo wybredni jeżeli chodzi o jedzenie. W sumie nadal tak jest, choć gusta odrobinę nam się pozmieniały. Gajowy lubi potrawy ostre i ziołowe, ja zaś słodkie, ewentualnie słodko-kwaśne. Nigdy nie przepadałam za pieprznym jedzeniem, curry lubiłam, ale nie za dużo, a widok cebuli i pomidorów do teraz przyprawia mnie o zawroty głowy. W sumie to porów, czosnku, papryki i brokułów też nie lubię. Na nic zdało się wielogodzinne tłumaczenie mi, że to zdrowe warzywa, mają dużo witamin, a dzieci powinny jeść takie rzeczy. Nie lubiłam i nie lubię do dziś. Na szczęście mój mężczyzna ma prawie identyczną listę nielubianych składników, dlatego nasze obiady zawsze nam smakują 🙂

Mama nie miała ze mną lekkiego życia. Choć teraz tego po mnie nie widać, zawsze byłam niejadkiem. Nigdy nic nie chciałam, nie byłam głodna, a jedyne co mi dobrze wchodziło do brzuszka to słodkie. Byłyśmy z siostrą pilnowane, by nie podjadać przed posiłkami, ale sami wiecie, jak to jest. Gdy rodzice zajęci, to dzieci harcują. A barek ze słodyczami, dzięki hojności rodziny z zagranicy, zawsze był pełny. Byłyśmy typowymi dziećmi pokolenia lat `80. W domu jest słodkie, coś czego w Polsce w sklepach nie ma? Trzeba natychmiast zjeść, żeby przypadkiem druga więcej nie zjadła 🙂

Będąc nieco starszą dziewczynką ,wiedziałam już, że wyjadanie słodyczy z barku ciężko nazwać obiadem. Gdy na stole królowało danie, za którym nie przepadałam, zabierałam się za kombinowanie czegoś swojego do jedzenia. Nigdy nie byłam mistrzem patelni. Do teraz nie przepadam za gotowaniem, choć gdy już mi się zdarzy, to jest to nawet jadalne. Gajowy potwierdza…nie ma innego wyjścia 🙂

Bardzo lubię jajka, gdy nie mam ochoty na zwykły obiad, to właśnie one idą na pierwszy ogień. Omlety z kiełbaską, jajecznica, warzywa z patelni z wbitym jajkiem, uwielbiam! Choć staram się robić „urlopy” od obiadów jak najrzadziej, czasem jeszcze mi się to zdarza. Cóż poradzę, skoro organizm akurat ma ochotę na coś innego? Dopełnieniem tej kulinarnej rozpusty są paróweczki na gorąco, zawijane w żółty serek. Dzięki tym odstępstwom od diety rozsądnego dorosłego, moje kochane ciążowe fałdki, wciąż ze mną są i ani myślą mnie opuszczać. W sumie im się nie dziwię, skoro były tak pysznie karmione różnego rodzaju daniami śniadaniowymi w porze obiadowej 😉

Po przeprowadzce staram się już tego nie robić, lecz ochota na „śniadanie” popołudniu dopada mnie nadal. Ale przecież jestem grzeczną dorosła dziewczynką 😉 Porzuciłam tuczące kiełbaski z żółtym serem i jajeczniczkę z boczusiem na rzecz zdecydowanie zdrowszej przekąski. Już nie jem byle czego na obiad. Teraz, jak przystało na mamę dającą dziecku dobry przykład, zjadam grzecznie cały obiad zajadając się surówkami. Na słodkie grzeszki pozwalamy sobie na podwieczorek, kiedy to razem z synem chrupiemy ciasteczkowe mlekołaki. Co jak co, ale płatki z mlekiem według mnie są lżejszą i zdrowszą alternatywą dla batonika lub paczki żelków. Natomiast mleko z płatkami potrafimy jeść na śniadanie, podwieczorek, a później jeszcze raz na kolację. Takie z nas płatkowe łasuchy 🙂

Życie nie zawsze chce nas rozpieszczać, dlatego czasem musimy rozpieścić się sami. Bo słodkie grzeszki z dzieciństwa lubią się czasem powspominać nie tylko w głowie, ale i na talerzu. Smacznego!

Wyjaw mi swój sekret, jakie są Twoje słodkie grzeszki z dzieciństwa? A może do teraz lubisz schrupać coś, co na pozór jest zarezerwowane tylko dla dzieci? Nie wstydź się i napisz mi o tym w komentarzu 🙂

Gdy skończysz pałaszować swoją miseczkę płatków zajrzyj na fanpage Pani Miniaturowa.

Skip to content