Kosmetoblogi nie są wyrocznią

Zawsze traktowałam kosmetoblogi i blogi modowe po macoszemu. Jestem ignorantem jeżeli chodzi o kobiece trendy. Mimo to próbowałam znaleźć choć kilka, które byłyby w stanie zainteresować mnie na dłużej niż zajmuje przeczytanie zdania „cześć, nazywam się Ola, mam 13 lat, interesuje się modom i fotografiom”… Niestety. Po takim wstępie ten związek nie miał prawa się udać…

Brakuje mi genu kobiecości. Nie rozpływam się na widok dzieci, babskie lamenty doprowadzają mnie do szału, nie spełniam się w kuchni, a na kosmetykach i modzie znam się tyle co na budowie silnika odrzutowca. Czyli coś tam wiruje, coś tam robi dużo wrrrrrum i dużo zzzziuuum i na tym moja wiedza się kończy 😉 Pół biedy, że udało mi się nauczyć dobierać ubrania, a to wszystko dzięki bacznej obserwacji stylu mojej Mamy. Mam tylko jedną, malutką tajemnicę. Uwielbiam diamenciki i gdybym nie zapanowała nad miłością do błyskotek wyglądałabym jak główna bohaterka dokumentu „moje wielkie cygańskie wesele”…serio byłabym w stanie doprowadzić się do takiego stanu, jakbym jeszcze troszkę podupadła na umyśle 🙂 (soon)

kosmetoblogi

Z całego pakietu kobiecych „muszęcośztymzrobić”, postanowiłam ratować cerę, wymordowaną właściwie sama nie wiem czym, bo ani nie żywię się fastfoodami, nie przyjmuję kroplówek z coca-coli, nie palę papierosów, a słodycze jem w normalnej ilości. Po prostu natura postanowiła jeszcze bardziej mnie dobić niż jest to możliwe, gdy los obdarowuje Cię wzrostem pekińczyka w kapeluszu.

Szperając na blogach kosmetycznych popadałam w coraz większe zwątpienie w ludzkość, a drugą ręką machinalnie kreśliłam nekrolog poprawnej polszczyzny. Muszę mieć strasznego pecha, bo na pięćdziesiąt blogów, które odnalazłam na fejsie, może jeden był średniej jakości. Cała reszta była szmirą, parodią, badziewiem nastawionym na zbieranie lajków, wymuszonych kliknięć w linki, pustych obserwacji i błagania o darmowe próbki. Żal było patrzeć. Otarłam okulary z łez i weszłam na ostatniego bloga, który przelał czarę goryczy i tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że…

…nie wszystkie kosmetoblogi są wyrocznią

Czym przykuł moją uwagę? Była na nim zawarta recenzja taniego tuszu do rzęs, którym się maziam od lat. Internet pęka w szwach od recenzji tego tuszu, bo chyba jest najtańszy na rynku, a 3/4 kosmetoblogów prowadzą nastolatki, które za kieszonkowe nie mogą sobie pozwolić na inne, „a od czegoś trzeba zacząć”. Popieram rozwijanie swojej pasji, fajnie, że dziewczęta chcą mieć jakieś hobby, ale niestety nie każda rozumie na czym polega prawidłowe testowanie produktu, że o napisaniu rzetelnej recenzji nie wspomnę.

OK, dobra, obniżmy wymagania. Wiemy, że one się w ten sposób bawią. Załatwiają sobie darmowe kosmetyki i zdobywają popularność wśród rówieśniczek, która jest im bardzo potrzebna do przeżycia w dzisiejszym świecie, dlatego nie czepiajmy się jakości, treści…i w ogóle niczego. Niech sobie będą. Przyczepię się więc do Was drodzy czytelnicy.

Nie zapominajcie, że kosmetoblogi nie są wyrocznią. Bardzo łatwo pisze się recenzje rzekomego bubla, bo każdy lubi marudzić i narzekać. My Polacy mamy to we krwi. A jeszcze łatwiej jest uznać daną rzecz za kosmetyczny bubel, zwłaszcza gdy nie potrafi się go używać, jesteśmy przyzwyczajeni do czegoś innego, lub brak nam wprawy w nakładaniu makijażu, bo mamy 12 lat do jasnej cholewy…To co dla jednej użytkowniczki jest cudowne, dla drugiej może okazać się wadą i na odwrót!

Sądząc po opisie zapachu i konsystencji dziewczynie trafił się przeterminowany produkt, co jest raczej winą sklepu, a nie producenta. Mimo to nadziubdziała na blogu jak ten tusz śmierdzi, skleja rzęsy, po trzech godzinach zaczyna się kruszyć i brudzić twarz, a tak w ogóle to wcale nie poprawia wyglądu rzęs. No cóż, nie wszystkie kosmetoblogi to wyrocznia… Bronić tego tuszu do rozlewu krwi nie będę, bo i po co? Każdy powinien przetestować produkt na sobie, jeżeli zamierza go w przyszłości dłużej używać. Tylko to pozwoli mu sprawdzić, czy rzeczywiście jest taki dobry/taki zły. A ciekawskich jak wyglądają oczy wymalowane „tym badziewiem” zapraszam na insta Miniaturowa , zwłaszcza do starszych fot. 
Foteczka poglądowa dla tych, którym nie chce się szukać.

Dlaczego ja to wszystko piszę? Bo pewnego razu moja znajoma wyrzuciła do śmieci kosmetyki naprawdę dobrej jakości, bo wyczytała na blogu, że są do bani. A sama je sprawdziła? Poużywała przez jakiś czas? Nie. Kasa w błoto. Albo raczej w śmietnik. I to wszystko przez nadmierne zaufanie do obcej dziewczyny/kobiety z internetu, która stwierdziła, że „to jest be”. Na szczęście nie każda z nas postępuje tak pochopnie, a przynajmniej mam taką nadzieję. 

Nie łykajcie wszystkiego co jest w internecie. Nie ma wszechwiedzących bóstw. Ludzie mylą się tak samo w internecie jak w realnym świecie. Jak ktoś Wam napisze, że Miniaturowa bazgroli fajnego bloga też mu nie wierzcie. Wejdźcie i sami się przekonajcie, bo nic nie pozwali Wam tak dobrze wyrobić sobie opinii na dany temat, jak przetestowanie tego na własnej skórze.

PS: Profesjonalne blogi kosmetyczne istnieją, trzeba tylko troszkę poszukać.

Pozdrawiam,
Pani Miniaturowa