Wyjazd? Oto instrukcja obsługi Miniaturowej

Wyjazd? Na samą myśl o Blog Conference Poznań zaczyna mnie telepać z nerwów. Wszyscy dziwią się, dlaczego tak reaguje, przecież chciałam jechać, w kółko o tym gadam, cieszę się, przygotowuje z rozmachem godnym prawdziwej zakupoholiczki, a jednak, zaczynam schizować. Dlaczego?

Stres? Boję się ludzi? Nie lubię tłumów? Nic z tych rzeczy. Wytresowałam samą siebie nie bać się ludzi i wychodzić z domu. Choć piętnaście lat temu musiałam się do tego zmuszać. Tak, zmuszać, bo samotne wyjście z domu było dla mnie koszmarem. Kupienie czegoś w sklepie było kwestią dziesięciu minut zbierania się w sobie, żeby podejść do kasy i odezwać się do kasjerki. To nie są żarty. Są tacy ludzie i długą drogę przebyłam, żeby się z tego wygrzebać. Czemu więc schizuję? Ja po prostu wiem, że w końcu wysiądę. Pytanie tylko brzmi kiedy i jak długo zajmie mi dochodzenie do siebie, przy jednoczesnym martwieniu się, żeby nie spaprać konferencji Krukowi z Notatki z podziemia. Ten wyjazd ma być fajny!

O co mi chodzi? Mam potwora pod łóżkiem. Ten potwór wychodzi sobie kiedy chce i siedzi ze mną tak długo, jak mu się podoba, choć przez większość czasu staram się udawać, że go nie ma. Wyjazd będzie dobrą okazją, żeby znów wyjść spod łóżka i mi poprzeszkadzać.

Instrukcja obsługi Miniaturowej?

Niegroźne:

Trzęsą się ręce? Pewnie dłużej niż godzinę chodzę głodna, ale się nie odzywam. Idziemy jeść! Koniecznie mięcho z mięsem! 

Zwiecha systemu? Spox, to tylko zamyślenie. Pewnie przypomniało mi się, że trzy miesiące temu miałam odpisać na ważnego maila, lub zastanawiam się, czy mam na sobie kolczyki. Wszak bez biżuterii to jak bez ekhem…a nawet gorzej!

Średniogroźne

Zawroty głowy? Ostatnio coraz częściej. To wina mojego ciśnienia umarlaka. Nie bój się, nie fiknę. Omdlenia są dla słabych. Idziemy na kawę, z litrem mleka!

Groźne (grożą marudzeniem)

Zwalniam. Coraz częściej przystaję. Kręcę nogą. Kombinuję. Przycupam tu i tam niczym wróbel szukający okruchów. Tu nie pójdę, tam nie chcę, na to „nie mam ochoty” choć oczy błyszczą się w tamtą stronę…zły humor? Nope. Potwór wyszedł spod łóżka i wszedł mi na plecy. Coraz ciężej się idzie, coraz bardziej boli. Zacznę utykać. Nieraz dość widowiskowo. Nie przejmuj się. Dobij i zakop w parku, pod jakimś ładnym krzewem. Albo daj usiąść i odpocząć, bo ból nogi nie daje żyć. Ojojana nóżka boli mniej, ale spoko, od tego się nie umiera 😉

Są dni, że potwora nie ma i mogę zdobywać świat, ale są chwile, kiedy potwór wraca. Dlatego nie lubię stać bez sensu, jak można usiąść. To nie jest lenistwo, tylko zapobiegliwość. Bo wtedy wizyta potwora zostaje odwleczona w czasie. Jak starość, która dopada mnie epizodami o czterdzieści lat za wcześnie. I tak wygląda niepełnosprawność w stopniu lekkim. Niby jesteś zdrowy, ale coś jednak wkurwia w życiu zbyt często i przypomina, że psinco, a nie zdrowy i masz zwolnić tempa. 

Jak mój potwór odwiedzi mnie w Poznaniu to skopię mu dupę.
Amen.


Zapraszam po świeżą dawkę głupot na fanpage Pani Miniaturowa.