Bloger – zapomniał wół jak cielęciem był

Działam w blogosferze na tyle długo, że zdążyłam zaobserwować wiele, mniej lub bardziej, ciekawych charakterów. Mamy tu prawdziwych profesjonalistów, których podziwiam, grono „dziewczyn z sąsiedztwa”, z którymi się kumpluję i utożsamiam, a także parę stworów, które, choć ociekają popularnością, to do najsympatyczniejszych nie należą. A przynajmniej pozwalają sobie na pazurki, tam, gdzie nie widzą ich czytelnicy. Oczywiście na fanpage i swoim blogu są przeuroczy, kulturalnie się wypowiadają i w ogóle do rany przyłóż. Ale w komentarzach u innych blogerów lub na zamkniętych grupach? Łooo hooo. Co któryś bloger idealnie pasuje do powiedzonka „zapomniał wół jak cielęciem był.”

Złośliwe przysrywanki, agresywne komentarze, niektórzy pozwalają sobie na bardzo wiele. Sama byłam kiedyś ofiarą ataków. Zaiste, zaszczyt mnie kopnął, że ktoś tak wielki i wspaniały (polubienia liczone w tysiącach, prasa, fejmy itd.), raczył był zauważyć mnie – istotę tak marną, blogera tak nieznanego, miniaturową, niezauważalną mróweczkę blogosfery. A jednak. Bloger zauważył. Postanowił zgnoić. Za co? A bóg jeden wie. Przecież nie z zazdrości, bo dzięki posiadanym środkom przebijał mnie we wszystkim. Tego nigdy nie podważałam. Uśmiechałam się pod nosem widząc, jak ktoś stawiany innym za wzór, kierował w moją stronę „kurwy” i „chuje”, pod moimi postami.

Od początku podejrzewałam, że aureola otaczająca tę osobę jest sztucznie wykreowana, ale nie wiedziałam, że ów bloger, aż tak martwi się o swoją pozycję. Byłam uprzejmie zdziwiona, że ktoś o tak dobrej opinii, dużej liczbie polubień, rzeszy fanów, zwraca uwagę na jakąś tam smarkulę z Opola, która dobiła do 150 lajków na fanpage i cieszy się z tego powodu jak szalona.

Toż to niczym słoń, który nagle zobaczył mysz pod krzakiem. Podbiegł i zaczął deptać. I po co? Nigdy tego nie zrozumiem, bo nie pojmuję innych blogerów, autorów, osoby medialne, jako potencjalną konkurencję, lecz zawsze uważałam ich za, mniej lub bardziej dostępną, grupę koleżeńską. Oczywiście nie muszę się z nikim przyjaźnić, ale żeby żreć się miedzy sobą jak psy? Przecież tak się nie godzi. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, niektórzy z nas, w swoim blogu, widzą misję do spełnienia, więc to nie miejsce na potyczki. Przynajmniej nie dla mnie. Niech każdy robi swoje i nie pluje w twarz drugiej osobie. Tak po prostu. Dasz radę?

Od czasu do czasu, widuję nowe przypadki „przydeptywania” innym pięt. Chcecie przykłady? Ano poza przysrywankami na forach, grupach, jest jeszcze zalewanie falą hejtu w komentarzach na blogu, aż ofiara ataków znienawidzi to co robi i uwierzy bucowi, że jej twórczość jest beznadziejna.

Rzucanie „niby, że mimochodem” haseł, że bloger, który nie ma współprac, to nie bloger. Wow, a więc od dziś tylko ty masz prawo określać kim jest „prawdziwy” bloger? Dobra, to ja w takim razie jestem sztucznym, udawanym blogerem, ale będę pisać dalej. I co? I jajco. Świat się na tym nie kończy. Możesz mi nawet dać pieczątkę z ziemniaka pt.: „marna imitacja blogera”. Dopóki są osoby, które mnie czytają – mam to gdzieś. 

Dokuczanie, że liczba zasięgów/polubień/unikalnych użytkowników, jest żałosna, bo ty masz tyle i tyle. To cudowne, że od pierwszego dnia istnienia bloga miałeś miliony odsłoń, tysiąc polubień i setkę propozycji współprac,

ale coś mi się wydaje panie bloger, że zapomniał wół jak cielęciem był.

Ja rozumiem mieć problemy z pamięcią, ale chyba są jakieś granice… chociażby rozsądku. Nie każdy jest w stanie zainwestować jakąkolwiek sumę w startującego bloga. I ty dobrze o tym wiesz, więc nie rób z siebie debila. A przynajmniej nie publicznie… Oszukuj czytelników jeśli masz ochotę. Blogerom daj urlop.

Podejrzewam, że mi samej kiedyś zdarzyło się komuś niechcący przysrać, lub napisać coś w dobrej wierze, co zostało odebrane jako hejt, niemiły komentarz, czy demotywująca uwaga. Proszę o wybaczenie. Zgaduję tylko. MOGŁO, ale nie musiało się zdarzyć. A jeśli już, to raczej nie zrobiłam tego celowo. Jedną, czy dwie takie „wpadki” można zrozumieć, ale nie rozumiem, gdy jakiś bloger hurtowo, z premedytacją miota takimi pociskami, przez wiele miesięcy. 

Wszystkim ewentualnym ofiarom radzę olewać takie akcje. Albo okej, pieprzyć to. Róbcie co chcecie. Macie racje. To nie moja sprawa, jeżeli chcecie się obrzucać gównem z jakimś szympansem. (Przepraszam jeśli uraziłam jakieś naczelne)

Panie bloger, jeżeli tak postrzegasz motywowanie innych to wybacz, ale robisz to chujowo. A jeśli uważasz, że gnojenie innych to świetny sposób, aby poprawić sobie humor, to idź zamknij się w kojcu, bo chyba masz wściekliznę. Jak już chcesz zgrywać normalnego, światłego człowieka, którego warto stawiać innym za wzór, to rób to po całości, nie po łebkach. Inny bloger też człowiek. Nie wróg, czy konkurencja, która tylko kombinuje jakby cię ograbić. Rozumiem, że odczuwasz silną presję, aby zawsze być naj, proszę bardzo. Bądź naj. Wywołuj efekt wow. Tylko nie zapomnij zadbać, żeby to nie był efekt „wow, co za wredny k**as/wredna c*pa”.

Oczywiście możesz mieć głęboko moją opinię. I ja to szanuję. Tylko nie każ mi później przyjmować za prawdę objawioną tego, co ty napiszesz. 

Pani Miniaturowa <– Polub fanpage tej pyskatej baby.