Włamanie – Walka o bloga po opublikowaniu „Urodzić to”

Gdy kilka lat temu zakładałam tego bloga, jeszcze jako Meduza z Parzydełko, chciałam pisać prawdę i tylko prawdę. Często bolesną i wstydliwą dla mnie, mojej rodziny, ale i będącą cierniem w oku dla sprawców. W Polsce kobieta zawsze „sama sobie winna”, cokolwiek się nie wydarzy. I gdy kolejny raz rząd chciał nas ugryźć w dupę i powiadam Wam – wybitnie mu się to udało, również nie zamierzałam zamykać oczu na prawdę. Gajowy ostrzegał, że narobię sobie kłopotów, ale tylko śmiałam się, że nikt wielki i ważny nie będzie pochylał się nad szczekającą Miniaturową. No i się zdziwiłam, co nie znaczy, że dam sobie założyć kaganiec. Będę gryźć i drapać.

Dla jasności

Nie popieram zmuszania kobiet do rodzenia istot, które już są martwe, lub będą żyły krócej, czy dłużej, w niewyobrażalnym cierpieniu, aż w końcu umrą, pozostawiając rodzinę w olbrzymiej traumie. Co nie znaczy, że nie podziwiam, czy neguję zachowania kobiet/rodzin, które się na ten krok decydują. To indywidualna sprawa każdego człowieka i tak powinno pozostać – kobieta powinna mieć wybór. Dlatego to właśnie do mnie odezwała się Anonimowa Czytelniczka, z prośbą, bym opublikowała jej świadectwo. Opis tego, jak to jest, gdy jesteś traktowana jak kukła bez uczuć i musisz urodzić.

Walka o bloga

I tu zaczęły się schody. A raczej godzinę po opublikowaniu wpisu, gdy próbując wejść na bloga dostałam zwrotkę, że dostęp do bloga został zablokowany. Włamanie? Zadziałała wtyczka odpowiedzialna za blokowanie prób włamania. Jakim cudem ja, osoba, która wchodzi tylko na kilka pewnych, bezpiecznych strony www, z zainstalowanym płatnym, porządnym antywirusem, mam zablokowane IP na mojej własnej stronie? Czy to był przypadek? Czy ktoś próbował włamać się na mojego bloga? Dlaczego akurat po opublikowaniu takiego tekstu? Nie jestem fanką teorii spiskowych, ale trzy dni z rzędu walczyłam z odzyskaniem bloga, bo wciąż od nowa i od nowa byłam blokowana. Hasła oczywiście zmieniałam za każdym razem. Czasem nawet nie zdążyłam się spróbować zalogować ponownie, bo kolejny raz byłam zablokowana. Może to tylko błąd techniczny, ale jakże działający na wyobraźnię w dzisiejszych czasach, przy nastrojach panujących w kraju… Może z jakiegoś powodu to moja wina to włamanie? Nie wiem, ale zdarzyło mi się to pierwszy raz, a bloguję na różnych blogach z przerwami od… prawie od 20 lat O_O

Gdy myślisz, że już jest spoko…

Gdy już się uspokoiłam i jakoś sobie samej wytłumaczyłam, że te blokady to nic takiego, że może to moja wina to włamanie, że samo się jakoś tak zrobiło i MINIATUROWA KUFA USPOKÓJ SIĘ, ODDYCHAJ SPOKOJNIE, NIKT NIE WYPDOLI CI BLOGA W KOSMOS… i nawet przestały mi się ręce telepać z nerwów na samo wspomnienie, jak nic nie pomagało o pierwsze odzyskiwanie bloga trwało kilkanaście godzin i bez pomocy osób z zewnątrz, by się nie udało… Wsiadłam sobie na Twittera i postanowiłam wrzucić link do tego trudnego tekstu.

I tu się zaczął cyrk, myślałam, że się w kawie utopię, jak 20 min później dostałam sms z kodem autoryzacyjnym do logowania na moje konto Google. Przecież ja się właśnie nigdzie nie próbowałam zalogować, czyli znów miałam próbę włamania! Po puszczeniu wiązanki do telefonu „******* ****** ****** przestań mi bloga prześladować!” pozmieniałam hasła na wszystkich kontach i upewniłam się, że wszędzie mam włączone uwierzytelnianie dwuskładnikowe, które to właśnie kolejny raz uratowało mnie przed włamaniem!

Chroń siebie i swoje zasoby!

Dlatego jeżeli jeszcze sobie tego nie uruchomiłeś, bo nie masz czasu, nie chce ci się, to zastanów się – wolisz się pierniczyć 30 sekund dłużej z logowaniem, czy paść ofiarą cyberwłamywaczy? Nie ułatwiaj im roboty.

Już nawet nie mam siły się zastanawiać kto i dlaczego próbował się włamać na mojego bloga i konto Google i czemu akurat przypadkiem było to tuż po publikacjach tekstu, który pośrednio uderzał w decyzję Trybunału Konstytucyjnego… według mnie kolejny raz na moim blogu znalazła się prawda. Nie było w tym tekście napisanego ani jednego kłamstwa, tylko czysty, nieprzyjemny opis traumatycznej sytuacji, która spotkała moją Czytelniczkę. Komu tak bardzo przeszkadza publikacja prawdy o polskiej służbie zdrowia i o tym, jak lekarze potraktowali tę kobietę?

To pytanie pozostawię bez odpowiedzi. Może Gajowy miał rację, że narobię sobie kłopotów popierając strajk kobiet? Ale już raz dostałam w twarz, nadstawię drugi policzek i nie opuszczę protestujących, maszerujących za wolność moją i innych. Na moim blogu zawsze znajdzie się miejsce na prawdę, na Wasze świadectwo.

 


Fanpage Pani Miniaturowa – wejdź i polub mój profil, aby być na bieżąco!
Instagram miniaturowa.pl
Twitter PaniMiniaturowa

Skip to content