Powstanie – wzięłabyś udział?

Mówi się, że wojny, rewolucje i powstania to męska rzecz. Gdy myślimy o ludziach, którzy o coś walczą, oczami wyobraźni widzimy głównie mężczyzn. Czasem, gdzieś na drugim lu trzecim planie są kobiety. Jednostki wybitne, które ramię w ramię walczą u boku mężczyzn. Jeśli im na to pozwolą. Często gdy kojarzy się wojnę z kobietami, widzimy personel zaopatrzenia i personel medyczny. Jak byłoby teraz? Nie pytam o sytuację sprzed siedemdziesięciu dwóch lat, lecz o teraz. Gdyby wybuchło powstanie, wzięłabyś w nim udział?

Kobiety od wielu lat pokazywały, że na polu walki potrafią być równie waleczne i wytrzymałe co mężczyźni. Przemoc, agresja i gniew, nie są już tylko domeną „silnej płci”. Odwaga nie jest zarezerwowana na wyłączność mężczyzn. Teraz do grona walczących coraz częściej dopuszcza się kobiety. Są one chwalone za podejmowane wysiłki, za działanie na równi z mężczyznami. Powstanie, czy widziałabyś w nim miejsce dla siebie?

Nie pytam przeciwko komu, jakimi siłami i środkami, lecz czy w ogóle, kiedykolwiek? To trudne pytanie. Podziwiamy i szanujemy bohaterów. Upamiętniamy Powstanie Warszawskie i inne najważniejsze w historii Polski wydarzenia. Czy my, ludzie wychowani kilkadziesiąt lat po wojnie, nie znający tego rodzaju strachu o życie swoje i rodziny i determinacji, która towarzyszyła tym ludziom, wystąpilibyśmy przed szereg?

Nawet teraz, tworząc ten wpis, nie jestem w stanie odpowiedzieć jednoznacznie sobie samej. Są dni, gdy wiem, że gdyby wybuchła wojna, rewolucja lub powstanie…prawdopodobnie wrzuciłabym niezbędne rzeczy w samochód i gnała przed siebie uciekając…no właśnie, gdzie? Są dni, w którym macierzyńska troska, poczucie odpowiedzialności za małego człowieka, biorą górę. Prawdę mówiąc, one zawsze brały górę. Mogłam być nazywana najgorszą matką świata, lecz o zdrowie i bezpieczeństwo mojego dziecka zawsze dbałam w pierwszej kolejności. Czy gdyby wybuchło powstanie, zdobyłabym się kiedykolwiek na odwagę i wzięła w nim udział? A może to byłby przejaw szaleństwa?

Wiem, że gdyby zaszła absolutna potrzeba i konieczność – pomagałabym. Ratowałabym, opatrywała, dbała o to co by mi powierzono, jednocześnie drżąc o los mojego dziecka. I każda z nas powinna sobie szczerze odpowiedzieć, wzięłabym udział, czy nie? A jeśli bym pomagała, jak długo wytrzymałabym w tym stresie i niepewności? Czy jako kobiety, w dodatku matki, miałybyśmy choć cień prawa bać się bardziej od innych? Ktoś dałby nam przyzwolenie na ucieczkę przed niepokojami?

Z całego serca życzę sobie i każdej z Was, a także milionom kobiet, dzieci i mężczyzn, abyśmy już nigdy w historii naszego kraju nie musieli się o tym przekonywać. Byśmy nigdy nie musiały podejmować tej decyzji.

Powstanie, mamo, czy wzięłabyś udział?

Podaj proszę dalej ten wpis, bo uważam, że wart jest zastanowienia. Pozdrawiam, Pani Miniaturowa