Polak rodzicowi wilkiem

Z rosnącym niepokojem obserwuję pogarszające się relacje pomiędzy rodzicami małych dzieci a bezdzietną częścią społeczeństwa. Otwarte okazywanie niechęci, kąśliwe uwagi, a nawet obelgi pod adresem rodziców i ich dzieci powoli stają się normą. Niektórzy jakby zapomnieli skąd się wzięli i traktują nas jak niepotrzebnych intruzów. Głośne komentowanie w komunikacji publicznej, zastraszanie, wypraszanie z lokali, celowe utrudnianie życia, a nawet małe akty wandalizmu, które skutecznie potrafią zepsuć dzień niejednemu rodzicowi. Dlaczego polak zawsze musi być rodzicowi wilkiem?

Pomijając wybitnie irytujące jednostki, którym sama z chęcią zwróciłabym uwagę, jest grom rodziców, którzy bardzo dobrze zajmują się dziećmi. W miejscu publicznym nie wytwarzają kłopotliwych zapachów, głośnych dźwięków, dzieci są ułożone, a ich obecność w żaden sposób nie narusza ładu społecznego. Dlaczego więc tyle osób nienawiść do dzieci i ich rodziców traktuje jak swego rodzaju hobby? Co sprawiło, że takie zachowanie jest akceptowane przez społeczeństwo? Panie polak, co z ciebie za człek?

Co mam myśleć o człowieku, który z premedytacją psuje komuś wózek dziecięcy? Dobrze, tym razem po prostu nie pójdą na spacer. A gdyby dziecko trzeba było niezwłocznie zabrać do lekarza? Matka ma je nieść? Nie każdy ma auto, nie każdego stać na taksówkę, nie każdy ma przychodnię tuż pod domem. To bezmyślne chamstwo mogło skończyć się tragicznie. Życie jest nieprzewidywalne, tak samo jak idiota, który wrzuca pinezki do piaskownicy, kradnie maluchom zabawki, dewastuje place zabaw, bije bezbronną kobietę.

Kraj, który nie potrafi uszanować praw podstawowej komórki społecznej niszczy się od środka. Ludzie kreujący wizje lepszego, nowoczesnego świata, w którym nie ma miejsca dla dzieci, detonują podstawowe wartości. Wypaczają obraz normalnego, poprawnie funkcjonującej społeczeństwa. Czy tego chcemy czy nie, naszą przyszłością są dzieci. Wszystkie, panie polak! Te nasze i te cudze. Będą lekarzami, architektami, inżynierami, pielęgniarkami, będą ludźmi dbającymi o to co jeszcze z nas na starość zostało. To one będą budowały dla nas domy starców, one będą się o nas troszczyły, one wytrą ślinę cieknącą ci z ust, gdy będziesz leżał sparaliżowany w szpitalu.

Nienawidząc dzieci nienawidzisz siebie. Skazujesz się na starość w nieustannym lęku. W lęku o to kto pomoże ci przeżyć, kto będzie cię utrzymywał, a ostatecznie kto będzie o tobie pamiętał i odwiedzał twój grób. Nawet jeżeli twoje własne dziecko cię porzuci, to i tak czyjeś dzieci będą musiały się tobą zająć. Domagając się społeczeństwa wolnego od dzieci szkodzisz sam sobie. Teraz wszyscy jesteśmy piękni i młodzi, lecz zanim to nastąpiło też byliśmy dziećmi. Nikt nas nie szturchał w sklepie, nie wypychał z autobusów, nie obrażał naszych rodziców, gdy wyszli z nami na spacer.

Nie namawiam nikogo do płodzenia radosnego stadka jeżeli tego nie chce. Proszę tylko o minimum szacunku dla rodziców, bo w końcu to oni przywołali na świat masę ludzi, którzy w przyszłości będą nam potrzebni. Nawet nie ośmielam się marzyć o tym, by obcy rozpływali się w zachwytach na widok dzieci. O nie. Ja chciałabym prosić o brak wrogości. O zachowanie, które nikogo nie krzywdzi. To wszystko. Czy to tak wiele?
Żyj i daj żyć innym. Nie bądź typowy polak, który innemu rodzicowi zawsze jest wilkiem.

Polub fanpage Pani Miniaturowa na facebooku!