Pandemiczny Kraków

Prolog

Od początku epidemii COVID-19 bacznie przyglądałam się otoczeniu i znajomym, ich reakcjom, zachowaniom, podejściu do sytuacji zagrożenia. Płynnie przeszliśmy od paniki, poprzez strach, aż po przyzwyczajenie do zagrożenia, po drodze wielokrotnie zahaczając o zwykłe, lekkomyślne lekceważenie sytuacji. Zrezygnowałam z urodzinowego wyjazdu do Drezna, później zrezygnowałam ze spóźnionego urodzinowego wyjazdu do Krakowa – bo koronawirus. Obserwowałam, jak głównym tematem rozmów stawały się płyny do dezynfekcji, wirusy, ceny rękawiczek, a także maseczki. Do obrzydzenia. Koronawirus to, koronawirus tamto. Ja i Gajowy przygotowywaliśmy się kilka tygodni wcześniej, zanim jeszcze w Polsce ogłoszono, że zagrożenie jest na tyle realne, na tyle rzeczywiste, że zamknięto granice. Wprowadzano kolejne obostrzenia, a my kiwaliśmy głowami, że dobrze, lecz czemu tak późno? My byliśmy gotowi od dawna. Głównie mentalnie, ponieważ podzielamy zainteresowania domowym survivalem, a także oboje staraliśmy się wykazywać zdrowym rozsądkiem, gdy reszta świata biegała w popłochu zastanawiając się, który wzór maseczki pasuje do koloru bluzeczki… Zapasy od dawna bezpiecznie leżały w naszym domu. Pandemię przyjęliśmy na chłodno, obgadaną przez wiele wieczorów, z planem działania i środkami bezpieczeństwa czekającymi pod naszym dachem. Jakoś żyliśmy. Ostro reagowaliśmy na wszelkie próby złamania domowego reżimu, ponieważ w największym zagrożeniu byli nasi domownicy. Nie my, młodzi, zdrowi, silni ludzie w wieku produkcyjnym. Nasi bliscy. Bo w pandemii najwięcej chodziło o współodpowiedzialność za innych! I z tego, uważam, że wywiązaliśmy się dobrze.

Czy to koniec?

Pewnego dnia przyszła zmiana. Nagle te same osoby, które jeszcze kilka tygodni rugały mnie za wizytę w sklepie, zaczęły żyć normalne. Porzuciły lęk, środki ochronne, zaczęły witać tam, gdzie niekoniecznie ich pobyt był niezbędny i miał zapewnione 100% bezpieczeństwa. Jak gdyby spektakl się skończył i ostatni widz zniknął za drzwiami. Wtedy postanowiłam odczekać jeszcze kilka tygodni. Dla pewności. Dla bezpieczeństwa. Bo ktoś musi pozostać odpowiedzialny. Lecz sytuacja w kraju i na świecie nie zmieniała się. Nauczyliśmy się żyć obok i z pandemią. W maseczkach, rękawiczkach i dezynfekując nieustannie ręce. Ja również znów zaczęłam żyć. I pozwoliłam sobie wyjechać, by odpocząć od duszących oparów codzienności. Zabrano mnie na najpiękniejszy prezent urodzinowy w moim życiu – wycieczkę do Krakowa i Wieliczki.

Pandemiczny Kraków

Jeżeli żyjesz w bańce bezpieczeństwa, jak ja, to uwierz, że odwiedzając Kraków możesz się nieźle zdziwić. W tłumie poruszałam się z maseczką na twarzy. Będąc w ogródku restauracyjnym, przechodząc do toalety dla gości, ubierałam maseczkę. W hotelu przechodząc wszelkimi ciągami komunikacyjnymi: korytarzami, windami, hollem, jadalnią, czy podchodząc nawet po głupią saszetkę z solą, czy szklankę soku – ubierałam maseczkę. I wiesz co? Prawie wszyscy byli bez maseczek, mieli wszystko w dupie i patrzyli na mnie jak na wariatkę. „Małą i niegroźną świruskę, która boi się korony, he he”. Ale mam to gdzieś. Mój spokój sumienia był więcej wart, niż dziwne spojrzenia ludzi, którzy myśleli, że jak wyjechali do obcego miasta, w obcy tłum, to tam koronawirusa nie ma.

Sklepy, jak muzea, czy wystawy zaopatrzone są bardzo dobrze. Płyny do dezynfekcji, papierowe ręczniczki dla chętnych, ozonatory, cudy wianki. A restauracje? No cóż… obsługa prawdopodobnie nie nadążała wymieniać płynów do dezynfekcji rąk, bo kiedy nie próbowałam, to tam zawsze pusto. Ot, klasyk. A i zaznaczę, że nie włóczyłyśmy się w podrzędnych spelunkach. Także strzeżonego Cthulu strzeże, mini płyn najlepiej mieć swój, a i maseczkę noś, gdzie się da, by nie narażać siebie i innych! Pozostałe środki bezpieczeństwa nie różnią się od tych w pozostałych rejonach kraju: odstępy w kolejkach, wejścia pojedyncze, limity wejść do małych lub słabo wentylowanych pomieszczeń.

Jakieś plusy?

Pandemiczny Kraków jest odwiedzany przez mniejszą liczbę turystów niż zwykle, dzięki czemu wszelkie atrakcje ogląda się bez tłumu depczącego po piętach, w kadry zdjęć prawie (prawie!) nigdy nikt nie wchodzi, a co rozsądniejsi ludzie, starają się trzymać od innych z daleka, dzięki czemu nikt nie dyszy Ci w kark w kolejce, ani nie przepycha się przy wystawie w muzeum. Dla mnie spoko, zwłaszcza, że byłam pierwszy raz w Krakowie i jestem wprost zachwycona!

Czas na galerię nocnego Krakowa, a do Wieliczki zaproszę Cię w kolejnym wpisie!

Bazylika Mariacka

Wieża Ratuszowa na rynku w Krakowie

Sukiennice

Czy namawiam do podróżowania po kraju w okresie pandemii koronawirusa? Nie ośmielę się potwierdzić. Wybór pozostawiam Tobie, bo Ty sam wiesz, jaki reżim sanitarny potrafisz na siebie narzucić, czy poza noszeniem maseczki, dezynfekowaniem rąk, masz głowę na karku, bo bez niej, nawet najlepsze zabezpieczenia zdadzą się na nic.

Wyjeżdżałeś już gdzieś w tym roku? Jak było? Czy czułeś się bezpiecznie?


Pani Miniaturowa – odwiedź mój fanpage na Facebooku
Miniaturowa.pl – odwiedź mój profil na Instagramie