Nie kupuj mu tego, bo to obciach dla chłopca!

Mikołaj, mikołaj i po mikołaju, ale święta jeszcze przed nami Blogerzy hurtem tworzą wpisy z najlepszymi prezentami dla niemowląt, dzieci, nastolatków, żony, męża i rodziców. Tylko Miniaturowa, jak zwykle płynie pod prąd, niczym łosoś samobójca i tworzy wpisy co zrobić z nadmiarem zabawek w pokoju dziecka lub ten właśnie „nie kupuj mu tego…!”. No bezsensu w ogóle, jak zwykle. Miniaturowa to się dopasować do społeczeństwa nie umie, dziwoląg jeden.

Mamy wszystko, a najwięcej to bałaganu

Parę dni przed mikołajem zastanawiałam się intensywnie, jaki prezent sprawić mojemu dziecku. Co prawda u nas w rodzinie jest zwyczaj, że największy prezent daje się pod choinkę w Wigilię, a mikołaj… to tylko mikołaj. Mimo wszystko, jak każda mama, chcę dla mojego dziecka jak najlepiej. Dlatego też nie wykpiłam się czekoladką w świątecznym kształcie, tylko rozglądałam się za czymś fajnym. Klocki mamy, bałagan mamy, puzzle mamy, planszówki, grajki są, samochodziki, helikoptery, nawet jakiś pystolet się trafi, bo kto by tam zwracał uwagę na marudną matkę, która na widok militarnych zabawek woła „nie kupuj mu tego!!!”. Co kupić? Co wybrać? Czym będzie się bawił? Biłam się z myślami patrząc tępo na półki uginające się od zabawek.

A może…?

Hmm… ciastolinę? Sto lat temu młody miał piasek księżycowy, który sprawiał więcej problemów niż pożytku: dziecko wetrze ją sobie do oka – szpital, przypadkiem zje – szpital, przypadkiem wciągnie nosem – szpital. No podziękował. Dla mnie zabawka, która przyprawia rodziców o zawał to żadna zabawka. Ciastolinę o wiele trudniej będzie „wchłonąć” niż drobniutki pyłek, który zostaje na rączkach dziecka nawet po opłukaniu wodą, także… niewątpliwie jest to trochę bezpieczniejsza zabawka. Według mnie. Zanim ostatecznie ją kupiłam przeszłam przez fazę głośnego zastanawiania się przy wszystkich, „czy to na pewno to” i czy Omen z ciastoliną „będą żyli długo i szczęśliwie”. I zaliczyłam mini-zgona.

Nie kupuj mu tego!

„Nie kupuj mu tego, bo to obciach! Przecież chłopcy nie bawią się takimi rzeczami, to jest zabawka dla dziewczynek!” Omajgad z kim ja się zadaję? Kamil Nowak, bloger parentingowy, słusznie zauważył, że zabawki są dla dzieci każdej płci. A jeżeli do zabawy jakąś zabawką twoje dziecko potrzebuje genitaliów, to znaczy, że trzeba mu tę zabawkę zabrać, bo jest ona dla dorosłych! Wstałam i biję brawo, temu kto ten tekst wymyślił! Po zakończeniu przesłuchań wśród rodziny, znajomych, koleżanek i kolegów w pracy, uznałam, że dziecko dawno nie otrzymało żadnej tego typu kreatywnej zabawki i może wreszcie „chwyci temat” i mu się spodoba.

I co było dalej?

6 grudnia czekałam z ostatnim prezentem do wieczora, żeby zdążyły opaść wszystkie emocje związane z podarunkami, które otrzymał w ciągu dnia. Przyniosłam ze słowami, że „coś jeszcze się znalazło” : ) Podałam do rączki. Nic. Zero reakcji. Tylko lekkie zdziwienie. Normalka. Omen jest dość oszczędny w wyrażaniu uczuć. Otworzył, pokazałam co to, wytłumaczyłam i… straciłam dziecko na dwie godziny! Był zachwycony! Zrobił dla mnie ciasteczka, wycinał kształty zwierzątek, opowiadał mi o krokodylu, którego właśnie ulepił, dolepiał oczka, wołał na pomoc, gdy coś się skleiło nie tak jak trzeba, super zabawa! I powiedzcie mi jeszcze raz „nie kupuj mu tego, bo to obciach dla chłopca”.

Wszystkie zabawki są dla dzieci. To tylko kompleksy rodziców lub ich błędne przekonania decydują o tym, czy chłopiec może prowadzić wózek dla lalek, a dziewczynka strzelać z procy.

Pozdrawiam, Miniaturowy Mikołaj.