Kto jest zerem – kto bohaterem?

Pamiętam czasy szkolne jakby to było wczoraj. Choć nie umiałabym wyrecytować nazwisk nauczycieli, to koleżanek i kolegów z klasy wymieniłabym jednym tchem. Trafiały mi się klasy mniej lub bardziej zgrane, ale zawsze starałam się mieć dobry kontakt ze wszystkimi. Nie dzieliłam ludzi na mądrych, głupich, ładnych, brzydkich, rówieśników, czy „spadochroniarzy” z roku wyżej. W pewnym momencie do naszej klasy chodzili wyznawcy aż czterech różnych religii i to też nikomu nie sprawiało większej różnicy. Byliśmy równi. Nie wyobrażałam sobie, by ktokolwiek był w stanie powiedzieć o kimś innym „on jest zerem”. Byliśmy uczniami i nikim ponadto. A przynajmniej ja żyłam w takim przekonaniu.

Inna liga

Nie potrzebowałam wiele do szczęścia. Wymagałam tylko żeby nikt mi nie dokuczał, nauczycielka nie wstawiła jedynki do dziennika, a autobus nie ochlapał wodą z kałuży. Jednak zdarzały się osoby, które chciały i były zawsze NAJ. Mieliśmy najładniejsze i najmądrzejsze dziewczęta, które chodziły wszędzie grupkami niczym czirliderki z amerykańskich seriali. Chłopcy wodzili za nimi tęsknym wzrokiem, a wśród nich był Marcin.

Zawsze uśmiechnięty, z niesamowitym poczuciem humoru. Dla każdego miał dobre słowo. Z uwielbieniem traktował wszystkie dziewczęta, lecz szczególnymi względami cieszyły się, rzecz jasna, te najładniejsze. A dla młodych dziewcząt z sianem w głowie i buzującymi pod kopułką hormonami, ktoś taki zazwyczaj jest zerem. Na nic zdawały się jego zaloty. Chichotom i dokuczaniu nie było końca. Ile tańców, ile randek mu odmówiono, to wiedział tylko Marcin. Czasem, któraś się nim zainteresowała, ale później się okazywało, że chwilowa sympatia dotyczyła tylko zawartości jego portfela.

Dlaczego dziewczęta lekceważyły Marcina? To był ten wiek, w którym nie jesteś zbyt popularny, jeżeli nie jesteś naj. A Marcinowi daleko było do naj. Sympatia, z jaką odnosił się do świata, nie przysłaniała ślicznotkom jego tuszy. Tak moi mili, Marcina było trochę więcej niż jego kolegów, stąd te docinki i chichoty. To była inna liga. Szkołę ukończył bez dziewczyny u boku, lecz z uśmiechem na ustach, za co zawsze bardzo go lubiłam.

Kto jest zerem – kto bohaterem?

Nie widzieliśmy się kilka lat. Po szkole kontakt się urwał, lecz miłe wspomnienia zostały. Jakież było moje zdziwienie i radość, gdy odnaleźliśmy się dzięki popularnej stronie społecznościowej. Marcin zmężniał, znacznie urósł, zaczął się gustownie ubierać, nabrał muskulatury, no chłopak cud-miód! Wykorzystał swoje atuty i został zawodowym sportowcem. Wraz ze swoją drużyną osiągają niesamowite sukcesy, jest znany i popularny. Każdy chce go mieć w znajomych, poklepać po plecach, uścisnąć dłoń, dostać autograf. Obserwuję na bieżąco profil Marcina. Patrzę na rosnącą liczbę lajków pod jego zdjęciami. Czytam napływające zewsząd dowody sympatii, pochlebstwa i komplementy. Miłym komentarzom nie ma końca. A najwięcej słodzą mu kobiety. Te same, które jeszcze parę lat teatralnie się wzdrygały, gdy puszczał do nich oczko i mówiły o nim, że dla nich jest zerem.

Figlarnie uśmiecham się do przewrotnego losu i puszczając mu porozumiewawcze oczko, życzę w duchu Marcinowi dalszych sukcesów i powodzenia w życiu.

Ciężka praca popłaca

Marcinowi się udało. Nigdy nie stracił pogody ducha. Nigdy się nie poddał. Dzięki motywacji i ciężkiej pracy osiągnął wielki sukces. Ze średniaka stał się Kimś. Stał się naszą największą klasową gwiazdą, ale i wyrzutem sumienia, dla wszystkich, którzy złośliwie dokuczali mu przez całą szkołę. Dlatego moi drodzy, moje drogie, nie oceniajcie zbyt pochopnie. Nie odtrącajcie ludzi tylko dlatego, że nie są naj. Każdy dobry człowiek zasługuje na szacunek. 

 


Polub mój fanpage na Facebooku.
Jeżeli chcesz obserwować mnie na większą skalę, stalking koniecznie zacznij od:
Google+ Pani Miniaturowa
Instagram Miniaturowa
Twitter Pani Miniaturowa