Jak było w szkole kochanie?

Lubiliście w dzieciństwie opowiadać jak było w szkole? Mój syn nie. Ja też nie. Dlatego zdradzę Wam tajemnicę, jak skutecznie dogadać się z dzieckiem.

Jestem mamą gorszego sortu i nie znam uczucia zastanawiania się całymi dniami, co też to właśnie robi moje dziecko. Wiem, mniej więcej, co i o której godzinie robi. Co najwyżej modlę się w duchu, żeby się nie wściekał, że mu ołówek maznął zeszyt, albo żeby znowu nie poszedł na zajęcia pozalekcyjne umorusany jak dziecko wojny lub wychowywane w lesie przez stado dzików… Ale czasem nawet najbardziej wyrodna matka chciałaby się dowiedzieć jak młodemu człowiekowi minął dzień. Wtedy napotykam ścianę, żelazną kurtynę wręcz. Strefę Zero przepływu informacji. Postapokaliptyczną Ziemię, gdzie słychać tylko tupot karaluchów.

Jak było w szkole?

Nic dziwnego, że dzieci nie zawsze potrafią nam opowiedzieć jak było w szkole, bo i my, gdy ktoś zada nam pytanie „jak było w pracy” zacinamy się na chwilkę, po czym odpowiadamy „spoko”. Chyba, że mieliśmy wybitnie podły dzień, to po tym pytaniu następuje wylew gorzkich żali i narzekań na wszystko co tylko istnieje. Na (nie)szczęście małe dzieci tak nie robią. 

Gdy Twoje dziecko ma GG, czyli syndrom Gadatliwego Gagatka, to problemu nie ma…poza kłopotami ze słuchem pozostałych członków rodziny, bo dzieci z GG są wyjątkowo uporczywe dla otoczenia, przez hałas, który wytwarzają w nadmiernych ilościach 🙂 Taki malec chętnie Ci wszystko opowie, choć nie licz na konkrety i to co pewnie najbardziej interesuje matki kwoki, „czy zjadłeś cały obiadek”, „byłeś grzeczny?”.

Czego potrzebujemy, by sprawnie przesłuchać małego skazańca? Tym razem odradzam krzesło, kajdanki i światło skierowane prosto w twarz. Nie torturujemy też ulubionego Misia naszego dziecka, żeby zaczęło śpiewać. Matka – be nice, do cholery! Darujmy sobie też pytanie o szkołę w czasie obiadu. Dajże dziecku zjeść w spokoju!  Znasz to uczucie, gdy czytasz ulubionego bloga (np. mojego 😛 ), a ktoś Ci przerywa? Tak samo dzieci nie lubią, gdy ktoś przerywa im zabawę, by zadawać „wścibskie pytania” dotyczące szkoły. „Odczep się mamo, mam już siedem lat. Siedem i pół!”

Kluczem do sukcesu jest odpowiedni czas i odpowiednie pytania. Najlepszym momentem jest, gdy dziecko samo do nas przyszło, by pozawracać nam gitarę, czyli gdy czajnik właśnie zagotował wodę, dzwoni twój telefon, obiad na jutro zaczyna wydawać z siebie uwodzicielską woń spalenizny, a młodszemu dziecku zawartość pieluchy dynda po same kostki… Tak. To idealny moment.

Zamiast męczyć dziecko powtarzanym w kółko „jak było w szkole?”, zmień zestaw pytań na nieco bardziej szczegółowe. Może wtedy dojdziecie do pytania za milion i wygrasz odpowiedź. Możecie śmiać się z moich zabiegów, ale u nas dowiedzieć się czegoś ode mnie/od Omena to była/jest droga przez mękę. Pamiętam, że nie pisnęłam ani słówka, dopóki ojciec nie zmarszczył groźnie brwi. Ja tak po prostu miałam, bez powodu, a teraz tradycję kultywuje Omen.

Miniaturowa 4kids Translator:
Co robiłeś? = W co się bawiliście na przerwie? – Trochę to naprowadzi dziecko o co kaman, gdy pytasz CO robił. (był w szkole, co się głupio pytasz 🙂 )
Co dziś przerabialiście? = Czy uczyliście się dziś nowej literki/cyferki? – Szczegółowe pytania ułatwiają życie.
Co jadłeś? = Czy na obiad była dziś zupka/ziemniaczki? – Dziecko będzie chciało cię naprostować i powie co jadło.
Byłeś grzeczny? = Były jakieś uwagi od pani? – „Psiecies zawse jestem gsecny”. A potem w dzienniczku się okazuje, że nie do końca 🙂
Z kim siedzisz w ławce? = Siedziałeś dziś z Hildegardą? – Again, dziecko chcąc cię naprostować wyzna tę pieczołowicie skrywaną tajemnicę.
Jest zadanie domowe? = Trzeba coś zrobić w książce z j.polskiego/matematyki? – To już jest naprawdę głupie pytanie, bo w naszej szkole pierwszaki zadanie domowe mają codziennie. Słownie CO-DZIEN-NIE. ale to nam-rodzicom powtarza się na każdym zebraniu, że mamy nie zniechęcać dzieci do szkoły 😉

Pamiętajcie żeby nie przesadzać z liczbą pytań. Dziecko może się przez to poczuć przyparte do muru, co sprawi, że zwiększy się jego niechęć do opowiadania czegokolwiek. Nie mogę nikomu obiecać super efektów, ale u nas to działa, mimo, że mój syn jest typową niemową. Mam nadzieję, że ten post okaże się chociaż odrobinę przydatny i od tej pory będzie Wam łatwiej dogadać się z dzieckiem. 

* Oczywista Omen, nigdy tak do mnie nie powiedział. W ramach ciekawostki wspomnę, że istnieją fp na fejsie, gdzie zbiera się takie zbuntowane tekściki.

W komentarzu podzielcie się ze mną Waszymi metodami na skuteczną rozmowę z dzieckiem.

Nie zapomnij polubić fanpage Pani Miniaturowa, aby pozostać na bieżąco ze wszystkimi nowościami na stronie!